Lepiej nie wsiadać na rower po wypiciu alkoholu. Jeśli jednak ostrzeżenie to tyczyłoby się wszystkich miejsc na świecie, trzeba by było zdelegalizować wycieczki rowerowe po winnicach argentyńskiej Mendozy. Kubki smakowe nie byłyby z tego tytułu zadowolone. Ani winiarze. Ani turyści.

mendoza-1-1024x768@2x

Dziś o Mendozie leżącej na zachodzie Argentyny, tuż przy granicy z Chile.  Miasto i okolice słyną na świecie właściwie z jednego – wina.  Górzyste tereny, które w ciągu roku otrzymują bardzo mało opadów to idealne warunki na uprawę winorośli. Stąd pochodzi 60% całej produkcji krajowej, przy czym większość przeznaczana jest na eksport. Biznes biznesem, ale dlaczego po prostu nie kupić sobie butelki wina w sklepie i wypić w spokoju ducha w hotelu? Przede wszystkim dlatego, że wszystkie lokalne winnice, których najwięcej można wypatrzeć w wiosce Maipú to w zasadzie… centra rozrywki i  edukacji. W zależności od winnicy, można albo dowiedzieć się na temat uprawy winorośli i procesu wytwarzania wina, albo po prostu zabawić się w konesera trunków. W tym ostatnim przypadku lokalni sommelierzy zrobią wszystko, żeby goście przynajmniej się tak poczuli.

Sama Mendoza to spokojne, zielone miasto, w którym na pierwszy rzut oka nie za wiele się dzieje. Najwięcej turystów zjeżdża tu na przełomie lutego i marca, kiedy to odbywa się tu Fiesta Nacional de la Vendimia, czyli festiwal wina. Przez pozostałą częśc roku traktowana jest głównie jako baza wypadowa dla podróżujących do zachodniego sąsiada – Chile lub właśnie dla choćby domorosłych koneserów wina. Gdzie powstaje najlepsze argentyńskie wino? Może to być region Valle de Uco (150 km od miasta) lub pobliskie wioski Luján de Cuyo, czy Maipú. Ta ostatnia – ze względu na dobry transport – jest najbardziej popularnym kierunkiem.

 

Do Maipú można dotrzeć w ramach zorganizowanej wycieczki lub samodzielnie. O ile ten pierwszy sposób wydaje się rozsądnym rozwiązaniem (przewodnik mówiący po angielsku, zapewniony przejazd klimatyzowanym vanem), to zwiedzając samodzielnie uniknie się presji czasu, a dotarcie na miejsce w praktyce okaże się nie aż tak bardzo skomplikowane. W okolice winnic kursują podmiejskie autobusy (np. linie 171, 172, 173 odjeżdżające z ulicy La Rioja, ale też inne, które będą miały tabliczkę z nazwą Maipú) lub taksówki, zaś po terenie samej wioski poruszamy się na rowerze (lub skuterze) wynajętym w którejś z tutejszych wypożyczalni. Jako że to biznesy operujące przy domostwach zwykłych Argentyńczyków, jest duże prawdopodobieństwo, że dodatkowo zostanie się uraczonym lokalnymi wypiekami lub napojami – tak przynajmniej było w Orangebike (choć wypożyczane za 100 pesos rowery swoje najlepsze dni mają dawno za sobą). Ponadto to doskonałe centra informacji – tutaj zostaniemy uraczeni (choć może mało dokładną) mapką, na której oznaczone są nie tylko wszystkie otwarte winnice, ale też farmy oliwek, tawerny z jedzeniem (króluje pizza!) i nawet… muzea: nie tylko wina, ale choćby czekolady! Na spokojne zwiedzanie i degustację trzeba poświęcić w zasadzie cały dzień, pamiętając, że winnice przyjmują odwiedzających tylko do godz. 17 w dni powszednie i godz. 15 w soboty. Warto też zawczasu sprawdzić, kiedy i skąd odjeżdżają autobusy powrotne.

IMG_1163-1024x768@2x

IMG_1159-768x576@2x

 

 

 

 

Zwiedzanie winnic jest dość popularne: w zaledwie kwadrans potrafi zebrać się wystarczająca liczba osób (zwykle ok. 6-10) zainteresowanych obejrzeniem obiektów. Co najważniejsze – oprowadzanie jest darmowe; to dopiero za degustację wina trzeba zapłacić. Nie są to jednak jakieś astronomiczne kwoty – już za ok. 20 zł można wziąć w niej udział. Sommelierzy dodatkowo opowiadają o kompozycji smakowej i zapachowej każdego trunku; na koniec można także nabyć w atrakcyjnej cenie butelkę wina, które smakowało najbardziej. Najbardziej znanym gatunkiem wina jest tu malbec, ale najlepiej kierować się własnym smakiem i powonieniem. Warto zapamiętać, że wina, którymi raczą winiarze nie znajdziemy raczej na półkach w polskich supermarketach, ani winiarniach. Na przykład prawie cała produkcja pochodząca z winnicy Domiciano trafia do USA.

O ile wizyta w tej powyższej jest doskonałą okazją, aby dowiedzieć się czegoś o samej produkcji wina, jak i ekonomicznych i praktycznych aspektach funkcjonowania winnicy, odwiedziny w majestatycznej Bodega La Rural pozwalają zagłębić się nieco w samą historię argentyńskiego winnictwa. Na ekspozycję składa się ogromną liczba narzędzi, które wykorzystywano niegdyś w procesach produkcyjnych, w tym prymitywne prasy do owoców.

Argentyna swoje pierwsze uprawy winorośli zawdzięcza jezuitom, którzy 500 lat temu zakładali w północno-zachodniej części kraju pierwsze misje, jednak to dopiero imigranci z południowej Europy w XIX wieku przywieźli ze sobą szlachetne szczepy typu merlot czy cabernet sauvignon. Na swoje pięć minut wino z Argentyny musiało jednak nieco zaczekać – dziś cenione jest choćby ze względu na wyrafinowany proces produkcyjny: irygacja jest ściśle kontrolowana, a owoce zbierane ręcznie. Na smak wina z Mendozy wpływa też górzyste położenie regionu i zmienne temperatury, co ma znaczenie w przypadku hodowli różnych szczepów.

Nomen omen konsumpcja wina przez samych Argentyńczyków drastycznie spada na rzecz… piwa. Nie dziwi więc, że ostatnim punktem na trasie wycieczki rowerowej po Maipú jest najczęściej Patrio Cervecero, serwujące złoty napój i pizzę!

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!