Widziałeś już mur? A hotel Banksy’ego? – pyta barista w kawiarni Stars & Bucks w miasteczku Betlejem (nie mylić ze znaną amerykańską sieciówką Starbucks) przygotowując mrożoną kawę. Bo gdybym nie widział, to zaraz może zjawić się taksówkarz (zapewne jakiś kuzyn sprzedawcy) i mnie tam zabrać. Wiadomo, tak to działa w turystycznych miastach.

Betlejem jest jedynym miastem Autonomii Palestyńskiej , które jest znane szerzej turystom i jedynym miejscem, gdzie ktoś będzie próbował sprzedać na siłę świeżo wyciskany sok z pomarańczy, chłodzoną wodę, medalik z Maryjką, czy inne dewocjonalia po mocno zawyżonej cenie. 

 

Betlejem – miejsce narodzin Jezusa Chrystusa

W końcu w Betlejem 2 tys. lat temu miał urodzić się Jezus Chrystus. Jednak wyrobić sobie zdanie o mieście Chrystusa zwiedzając tylko bazylikę Narodzenia Pańskiego, kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i Grotę Mleczną, to tak jakby opowiadać o historii Autonomii Palestyńskiej w oderwaniu od historii Izraela. Dlatego chciałbym Was zachęcić do ruszenia nieco wgłąb miasta. Zwłaszcza że Betlejem, dziś w przeważającej mierze arabskie miasto, to – obok Ramallah – najbardziej zrelaksowane miasto Autonomii. I na pewno takie, w którym czeka sporo atrakcji.

 

Bazylika Narodzenia Pańskiego

Najczęściej z jednodniową wizytą pielgrzymują chrześcijanie z całego świata. Centralnym jego punktem jest plac Manger, przy którym znajduje się Bazylika Narodzenia Pańskiego. Większość osób przyjeżdża do Betleje tylko po to, żeby ją odwiedzić. Została ona zbudowana nad grotą, w której miał przyjść na świat Jezus Chrystus.  To jeden z najstarszych kościołów na świecie, który jest wiecznie restaurowany (za każdym razem jak tam jestem, widoczne są jakieś rusztowania). Najlepiej zaplanować zwiedzanie tak, aby być w bazylice z samego rana lub wieczorem, gdyż kolejki do groty są najmniejsze. Miejsce żłobku w grocie oznaczone jest gwiazdą. Bazylika jest czynna w godz. 5:30-18:00. O godz. 12 odbywa się procesja do groty franciszkanów z pobliskiego zakonu przy kościele św. Katarzyny (poniżej) – warto zobaczyć, jak to wygląda. W czasie mszy dostęp do groty jest utrudniony, a w okresie Bożego Narodzenia, zjeżdża tu najwięcej wierzących. Zimą na samym placu stoi wielka bożonarodzeniowa choinka.

 

Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i Grota Mleczna

Tuż obok bazyliki warto odwiedzić jeszcze dwa miejsca: kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i Grotę Mleczną. Niepozorny kościół jest miejscem, w którym w Boże Narodzenie odprawiana jest pasterka transmitowana w telewizji na cały świat. Miejsce słynie także w groty, w której święty Hieronim przetłumaczył Biblię na łacinę. Grota Mleczna to miejsce, z którego nowotestamentowa święta rodzina wyruszyła do Egiptu. Gdy Józef ponaglił Maryję kilka kropel karmiącej matki Jezusa miało upaść na skałę, zmieniając kolor skał groty na biały. Przez wieki jej fragmenty były stąd wywożone do Europy i uznawane za relikwie.  Grota była miejscem kultu chrześcijańskiego w okresie bizantyjskim i podczas wypraw krzyżowych. Do dziś zachowała się tutaj mozaikowa posadzka z symbolem krzyża z V wieku.  Oprócz pielgrzymów, do groty przychodzą muzułmanki proszące o dar mleka dla swoich nowo-narodzonych dzieci.

 

Pole Pasterzy

Kolejne biblijne miejsca znajduje się w osadzie Bajt Sahur około 3 km na wschód od placu Manger. Pierwsze z nich to położona na wzgórzu na Polu Pasterzy kaplica Excelsis Deo. Jest to teren, gdzie anioł wezwał pasterzy do oddania czci Chrystusowi. Dziś kapliczkę otaczają sady oliwne. Drugie to cerkiew prawosławna, która stoi w miejscu sanktuarium, w którym chowano miejscowych pasterzy.


 

Grób Racheli

 

To jedno z najdziwniej położonych miejsc na terenie Betlejem. Dlaczego? Gdyż otacza je z każdej strony mur i sąsiaduje z nim checkpoint nr 300. Grób Racheli to cel wizyt Żydów i jedyne miejsce, które mogą odwiedzić na terenie miasta. Dojeżdża do niego autobus nr. 163 spod głównego dworca w Jerozolimie. Podróż trwa ok. 30 minut (po drodze zatrzymuje się jeszcze na kilkunastu przystankach w Jerozolimie). Święte miejsce jest ostatnim (i zarazem pierwszym – jeżeli jedziemy w drugą stronę) przystankiem na trasie autobusu. Grób Racheli, żony biblijnego patriarchy Jakuba, mieści się w małym budynku wzniesionym w połowie XIX wieku. Często przy grobie można spotkać kobiety modlące się o płodność i szczęśliwy poród. Z punktu widzenia turysty, nie ma tu jednak zbyt wiele do zobaczenia.

Po wizycie możemy wrócić autobusem do Jerozolimy lub – chcąc przejść na palestyńską stronę – przejść ok. 500 metrów wzdłuż muru do checkpointu nr 300 (to przedostatni przystanek na trasie autobusu jadącego z Jerozolimy). Dziwne doświadczenie! Po przejściu checkpointu wychodzimy wprost na hotel Banksy’ego…

 


Hotel z najgorszym widokiem na świecie

Betlejem Banksy hotel WalledOff

Banksy to streetartowy artysta z Wielkiej Brytanii, który zasłynął niekonwencjonalną tematyką prac, które pojawiały się w publicznych miejscach – najpierw na murach, a później partyzancko w muzeach, sklepach muzycznych, itd. Najbardziej kontrowersyjne projekty artysty, który nigdy nie ujawnił swojej prawdziwej tożsamości, to Dismaland w Anglii, czyli park rozrywki w krzywym zwierciadle i Hotel Walled-Off właśnie w  Betlejem.

Ponoć, gdy Banksy po raz pierwszy przyjechał do Betlejem, nie miał zielonego pojęcia o tym, co się tak naprawdę dzieje w tym rejonie świata. Po odrobieniu lekcji historii, wykupił starą fabrykę ceramiki, i choć to on jest właścicielem hotelu, jego zarządzaniem powierzył zaufanym mieszkańcom miasta.

Slogan reklamowy Walled-Off  brzmi: hotel z najgorszym widokiem na świecie.  Ten najdziwniejszy na świecie hotel, w którym gości wita dwóch chętnie pozujących do zdjęć kamerdynerów  (jeden z nich to… figura woskowa małpy),  znajduje się nie dalej niż 5 metrów od muru oddzielającego Autonomię od Izraela. Choć cały ten koncept brzmi jak instalacja artystyczna, tak naprawdę to najprawdziwszy hotel. W końcu nazwa Walled-Off to nie tylko nawiązanie do położenie przy murze, ale też do nazwy najsłynniejszego hotelu świata – Waldorf Hotel w Nowym Jorku.

Przestronne lobby u Banksy’ego na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakbyśmy przenieśli się właśnie na Manhattan: fortepian, wygodne sofy, elegancka obsługa, bar serwujący napoje – także alkoholowe. Dopiero po chwili oko przyciągają nieco mniej standardowe elementy wystroju: sztuczny kominek z ogromnym znakiem z napisem „łatwopalne”, latające cherubiny w maskach tlenowych, niedziałające kamery przemysłowe zamontowane jedna obok drugiej, stare proce i topory oraz wielki regał z książkami. Ten okazuje się być wejściem do właściwej części hotelu, czyli tej z pokojami. Do dyspozycji gości jest ekskluzywny apartament z „ogródkiem” na dachu; są też pokoje dzielone inspirowane… izraelskimi barakami. Żeby przespać się w żołnierskim łóżku trzeba zapłacić ponad 200 zł za noc; dzień w apartamencie będzie kosztował nawet 4 razy więcej.

Nie trzeba jednak tu nocować, żeby zwiedzić muzeum hotelowe (wstęp: 15 ILS; dla gości hotelowych – bezpłatnie). Te nazwać można by w sumie Muzeum Palestyńskim, bo w  zwięzły i przewrotny sposób tłumaczy, o co chodzi w konflikcie palestyńsko-izraelskim i czym jest Nakba (czyli Katastrofa). Na wejściu przy biurku usadowiono figurę Anglika Arthura Balfoura, który podpisuje swą słynną deklarację z 1917 roku otwierającą drogę do powstania państwa Izrael. W ramach uzupełnienia dodam, że w Ramallah można zwiedzić państwowe Muzeum Palestyny – znajduje się w tym samym kompleksie, co mauzoleum Jasira Arafata i tę samą tematykę podejmuje już w bardziej standardowy sposób.


Kolejna cegła w murze

810-kilometrowy, którego postawienie kosztowało 1,2 mld $ „mur bezpieczeństwa” stawiany jest w 2002 roku – tak Izraelczycy tłumaczą ochronę przed atakami terrorystycznymi po drugiej antifadzie (powstaniu). Mur oddzielający Autonomię Palestyńską od Izraela ma od 3 do 8 metrów wysokości i w całości otacza niektóre miasta palestyńskie (np. Kalkilję) w taki sposób – czasami wyglądający na nielogiczny – żeby izraelskie osiedla na Zachodnim Brzegu znalazły się po izraelskiej stronie.

Powstał z materiałów z palestyńskich kamieniołomów i w większości postawiony został po palestyńskiej stronie „granicy” (a nie np. po środku). Ale goły mur to żadna bariera, dlatego niektóre fragmenty otoczone są fosami, wzmocnione drutem kolczastym, wieżami obserwacyjnymi i wyposażone w monitoring. Mur z jednej strony utrudnia przemieszczanie się po Autonomii (kierowcy muszą jeździć objazdami, co znacząco wydłuża czas podróży), dostęp po szpitali i szkół, eksport towarów, z drugiej – daje Izraelczykom większą kontrolę nad tym, kto przedostaje się na drugą stronę i regulację w kwestii dostępu do wody, czy prądu.

W Betlejem znajdują się fragmenty muru, które z powodu anty-militarnych graffiti nawiązujących do aktualnych wydarzeń politycznych, np. po przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, na murze pojawiła się grafika z całującymi się Trumpem i Netanyahu. Mur na dobre wszedł do popkultury – jest motywem pojawiającym się w filmach. Malowanie zaczęło się od Banksy’ego, ale dziś mur „należy” do wszystkich uzbrojonych w farbę w spray’u. Sam Banksy maluje po całym mieście. Jego najsłynniejsze murale to: Dziewczynka obszukująca żołnierza, Gołąb pokoju w kamizelce kuloodpornej, Anioł straż rozsypujące serca i Chuligan rzucający kwiatami.

Czy to „obciach” robić sobie zdjęcie na tle muru? Zależy jak na to spojrzeć – z jednej strony jest on magnesem turystycznym (można by to zjawisko nazwać turystyką polityczną), przyciąga grupy podróżujących, którzy być może nigdy do Palestyny by w innym wypadku nie pojechali; z drugiej – bez wątpienia to namacalny dowód na apartheid, co jest jeszcze bardziej druzgocące w świetle tego, że to sami Palestyńczycy ten mur zbudowali (nie mogli znaleźć innej pracy).


W obozie AIDA

Symbolem Aidy – jednego z trzech betlejemskich obozów uchodźców – jest wielki klucz umiejscowiony nad bramą wejściową do obozu. Klucz jest symbolem prawa Palestyńczyków do powrotu do miejsc, z których zostali wyeksmitowani przez Izraelczyków w 1950 r. Obóz znajduje się zaledwie parę metrów od Grobu Rachel – miejsca żydowskich pielgrzymek. Oba miejsca dzieli oczywiście wspomniany mur. Pisałem już o tym, czym są palestyńskie obozy uchodźców w tekście o Nablusie – w tym miejscu powtórzę tylko, że na północy Autonomii „Aidę” nazywa się „biznesowym” obozem. Dlaczego? Ponieważ jego mieszkańcy żyją w dość przyzwoitych jak na palestyńskie warunkach.

Choć nie jest najspokojniejsze miejsce Autonomii: ataki gazem łzawiącym i naloty policyjne to norma – szczególnie w czasach jakichś głośniejszych wydarzeń o zabarwieniu politycznym. I dlatego sami mieszkańcy mówią, że czują się, jakby mieszkali w więzieniu. Na murach wymalowane są portrety palestyńskich męczenników, czyli osób, które zginęły w powstaniach, albo siedzą w izraelskich więzieniach; murale z podobiznami uzbrojonych kobiet (!), listy nazwisk tych, którzy zginęli w taki, czy inny sposób (nie tylko obozie, ale w całej Palestynie). Ale jeśli by tego nie wiedzieć, można by przyjąć, że to zwykła dzielnica mieszkalna. Ot, kolejne bliskowschodnie osiedle, które zresztą samo próbuje zmieniać się na lepsze.

To za sprawą inicjatyw takich jak Alrowwad Guest House. To w zasadzie hotel, który prowadzony jest przez lokalną organizację non-profit, która organizuje zajęcia edukacyjne dla dzieci i kobiet. Dla gości przeznaczone jest wyższe piętro budynku: każdy z pokoi dedykowany jest znanemu palestyńskiemu poecie lub pisarzowi. Nie trzeba spać we wspomnianym hotelu Banksy’ego, żeby z okna raczyć się widokiem na mur. Tutaj zobaczymy prawie to samo, ale za znacznie niższą cenę. Co ciekawe, zyski z prowadzenia hotelu są przekazywane na działalność centrum. Podczas mojego pobytu trwały przygotowania do oficjalnego otwarcia. W planach była organizacja imprezy na dachu budynku, na którą mieli być zaproszeni wszyscy mieszkańcy obozu. Korzystając z noclegu w Alrowwad (tę nazwę tłumaczy się jako „Pionierzy życia”) można też skorzystać z bezpłatnej możliwości zwiedzania obozu z przewodnikiem. Do centrum miasta, czyli placu Manger, można dojechać mini-autobusem – to jakieś 2 km. Nie rozpracowałem jednak jego trasy, więc prawie zawsze maszerowałem tam na piechotę.


Betlejem – informacje praktyczne

Dojazd do Betlejem

Miasto Jezusa i Banksy’ego znajduje się tylko 7 km od Jerozolimy. Dojazd tutaj więc powinien zająć 5 minut! Prawda? Nie do końca! Z Jerozolimy do Betlejem można dostać się na dwa sposoby:
1) z tzw. dworca arabskiego przy bramie Damasceńskiej co kilkanaście minut odjeżdżają autobusy linii 231 zahaczające jeszcze po drodze kilka innych miejsc w Jerozolimie, jak i osiedla po palestyńskiej stronie. Taka podróż zajmie więc co najmniej 30 minut. Ostatnim przystankiem są okolice dworca autobusowego blisko Starego Miasta (ok. 20 minut pieszo do placu Manger).
2) autobusy 21 i 24 dojeżdżają do checkpointu nr 300 przy Grobie Racheli: tutaj przedostajemy się na drugą stronę przechodząc przez długi korytarz jak w więzieniu i wychodzimy tuż przy Hotelu Banksy’ego. Autobusy nie jeżdżą w szabat. Jeśli ktoś wybiera się do Betlejem samochodem, powinien przekroczyć granicę właśnie w tym miejscu.

Do Betlejem można dojechać też z dwu innych palestyńskich miast – Hebronu i Ramallah. W obu przypadkach podróż zajmie 1,5 – 2h.


Życie nocne w Betlejem

Betlejem żyje do późnych godzin nocnych – szczególnie w weekendy. Tylko tu i w Ramallah można otwarcie kupić alkohol; co więcej – sprzedawany jest też w barach. Obecnie najgorętszą miejscówką jest bar Rewinded (ulica Manger 209) otwarty od czwartku do niedzieli. Palestyńczycy warzą własne piwo – najpopularniejsze z nich to Taybeh i Shepards z browaru w Bir Zajt niedaleko Ramallah. Tanio nie jest: pokal piwa to wydatek 30 ILS. Wzdłuż ulicy Manger działa też sporo miejsc typu fastfood z daniami typu hummus + falafel, ale też miejsc z hamburgerami, pizzą i kuchnią europejską.

 

Co dalej? Mar Saba.

Spragnieni mniej oczywistych miejsc w okolicach Betlejem powinni wybrać się do 1500-letniej Wielkiej Ławry św. Saby w dolinie Cedron zamieszkiwanej przez garstkę mnichów. Mężczyźni mogą wejść do środka klasztoru. Transportem publicznym można dotrzeć do wioski Al-Ubajdijja, skąd dalszy spacer zajmie ok. 40 minut.

 

Zwiedzanie zorganizowane.

Jeśli poznawanie innej strony Betlejem we własnym zakresie okaże się z jakiegoś powodu niewykonalne, polecam wziąć udział w grupowym zwiedzaniu z Saleh. W poniedziałki organizowane jest bezpłatnie.

 

 

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!