W ana­to­lij­skim Mar­di­nie, w wielu miej­scach można natknąć się na przed­sta­wia­jące jej podo­bi­zny: miesz­kańcy wie­szają sobie w domach na ścia­nach obrazy, a w skle­pach można kupić pamiątki z jej posta­cią. Moją uwagę pierw­szy raz zwró­ciła za sprawą wiel­kiego, różo­wego magnesu na lodówkę, który – zain­try­go­wany hybrydą – z miej­sca kupi­łem.

 

img_8242

Szah­me­ran – Kró­lowa Węży – jest opi­sy­wana i przed­sta­wiana jako stwo­rze­nie będące od pasa w dół wężem, od pasa w górę zaś kobietą. Zgod­nie z legendą, któ­rej jedną z wer­sji można odna­leźć w „Księ­dze tysiąca i jed­nej nocy”, piękna Szah­me­ran miesz­kała pod zie­mią wraz z wężami, nad któ­rymi spra­wo­wała wła­dzę – stąd nazy­wano jest rów­nież Kró­lową Węży. Któ­re­goś dnia w pod­zie­mia tra­fił młody męż­czy­zna Tah­masp, który ze wza­jem­no­ścią zako­chał się w Kró­lo­wej i posta­no­wił z nią pozo­stać. Z bie­giem czasu zaczął jed­nak tęsk­nić za rodziną i pod­jął decy­zję o powro­cie do domu. Szah­me­ran, nie potra­fiąc sta­wić oporu, prze­jęła do wia­do­mo­ści tę decy­zję pro­sząc jed­no­cze­śnie uko­cha­nego, żeby nie zdra­dzał nikomu miej­sca jej prze­by­wa­nia. Ostrze­gła przy tym, żeby Tah­masp nie brał kąpieli z innymi ludźmi, gdyż jego skóra pokryje się wężo­wymi łuskami…

Po kilku mie­sią­cach, król kra­iny, w któ­rej miesz­kał męż­czy­zna, ciężko zacho­ro­wał. Jedy­nym lekar­stwem dla niego było zje­dze­nie ciała Szah­me­ran. Zaczęły się gorącz­kowe poszu­ki­wa­nia osoby, która mogłaby do niej zapro­wa­dzić, a że zgod­nie z legendą, miej­sce kry­jówki zna tylko ta osoba, któ­rej skóra pod­czas kon­taktu z wodą zamieni się w skórę węża, każdy miesz­ka­niec został zmu­szony do kąpieli. Także Tah­masp. Oczy­wi­ście jego ciało, pod wpły­wem wody, stało się łusko­wate. Dalej sprawy poto­czyły się już bły­ska­wicz­nie. W sku­tek tor­tur został zmu­szony do ujaw­nie­nia kry­jówki Kró­lo­wej. Szah­me­ran została poj­mana i zabita przez żoł­nie­rzy, a jej ciało roz­człon­ko­wano. Zje­dze­nie ogona miało zagwa­ran­to­wać prze­ję­cie całej mądro­ści Kró­lo­wej, a głowy – śmierć. W rze­czy­wi­sto­ści tym­cza­sem oka­zało się ina­czej: chciwi wysłan­nicy króla po zje­dze­niu ogona Kró­lo­wej ponie­śli śmierć, a zroz­pa­czony Tah­masp, który nie mógł się pogo­dzić ze śmier­cią uko­cha­nej i był gotowy umrzeć, stał się naj­mą­drzej­szym czło­wie­kiem świata. Pogrą­żony w smutku, ale wolny, posta­no­wił opu­ścić swój kraj na dobre. Tym­cza­sem węże nie zapo­mniały o tra­gicz­nych wyda­rze­niach i – chcąc pomścić śmierć swo­jej Kró­lo­wej – do dziś sta­no­wią śmier­telne zagro­że­nie dla czło­wieka…

Ten tra­gicz­nie piękny mit pocho­dzi ze sta­ro­żyt­nej Mezo­po­ta­mii – kra­iny leżą­cej w żyznym dorze­czu Tygrysu i Eufratu, o któ­rych wspo­mina jesz­cze Biblia – dziś to prze­cię­cie gra­nicy Tur­cji z Syrią i Ira­kiem. Mar­din, jedno z więk­szych miast regionu, przez wieki, ze względu na stra­te­giczne poło­że­nie, sta­no­wił ważne cen­trum han­dlu, bez względu na to, czy rzą­dzili tu Ara­bo­wie, czy Otto­ma­no­wie, a wie­lo­et­nicz­ność od zawsze kształ­to­wała cha­rak­ter miej­sca. Nie ina­czej jest tu dzi­siaj, bo mia­sto zamiesz­ki­wane jest zarówno przez Kur­dów, jak i Ara­bów, choć jesz­cze kil­ka­na­ście lat temu mozaika spo­łeczna skła­dała się z jesz­cze więk­szej liczby ele­men­tów. Polityka początku XX wieku zatrzę­sła nieco struk­turą spo­łeczną: więk­szość chrze­ści­jan, któ­rzy sta­no­wili 50% popu­la­cji, została wypę­dzona lub wymor­do­wana. Trak­tat w Lozan­nie z 1923 roku zamknął mia­sto w gra­ni­cach nowego pań­stwa – Tur­cji, jed­no­cze­śnie odci­na­jąc je od mezo­po­tam­skiej tra­dy­cji i koń­cząc roman­tyczny roz­dział w jego histo­rii. Izo­la­cja dopro­wa­dziła do kry­zysu eko­no­micz­nego i emi­gra­cji zarob­ko­wej pozo­sta­łych chrze­ści­jan: Asy­ryj­czy­ków i kur­dyj­skich Jazy­dów. Kiedy sytu­acja mate­rialna miesz­kań­ców regionu zaczęła się popra­wiać, wokół zaczęły wybu­chać kon­flikty: od nowa rozgorzały napięcia pomię­dzy sepa­ra­ty­stami kur­dyj­skimi, a turecką armią, a na doda­tek za połu­dniową gra­nicą w Syrii wybu­chła wojna domowa. Wszystko jeszcze mocniej skom­pli­ko­wała obec­ność ter­ro­ry­stów z tzw. Pań­stwa Islam­skiego. Jed­nak na co dzień przy­jezdni nie zauważą, ani nie odczują nie­po­ko­jów. Dopiero przy wyje­ździe na lot­ni­sku bru­tal­nie przy­po­mniano mi, w jakim regionie świata jestem: prze­glą­da­jąc – nie wiem, czy zgod­nie z pra­wem – moje zdję­cia, histo­rię połą­czeń tele­fo­nicz­nych i SMS-ów, poli­cja nie szu­kała adresu sprze­dawcy, u któ­rego kupi­łem mój magnes z Szah­me­ran, ale chciała usta­lić fak­tyczny powód mojego pobytu w tych oko­li­cach. Choć nie było to zbyt przy­jemne doświad­cze­nie, nie odmie­niło ono mojego zda­nia o miesz­kań­cach mia­sta.

 

mardin-3

 

W Mar­di­nie na każ­dym kroku można spo­tkać się tylko z życz­li­wo­ścią. Sprze­dawcy byli nie­na­chalni: pełni klasy, a na doda­tek zawsze ele­gancko ubrani i nie­zwy­kle gościnni – bez względu na to, czy chcia­łem napić się tylko kawy, przej­rzeć ofertę syriac­kich win, czy kupić mydło. Tak – skle­pów z ręcz­nie wyra­bia­nym mydłem nali­czy­łem tu wię­cej niż spo­żyw­cza­ków. To zresztą naj­waż­niej­szy lokalny towar eks­por­towy. Naj­lep­sze mydło powstaje z oleju pista­cjo­wego i nosi lokalną nazwę bıt­tım, ale pozo­stałe waria­cje są także niczego sobie: pista­cjowe – wpływa na dobry stan wło­sów, lau­rowe – dokładnie dezyn­fe­kuje, z oliwy z oli­wek – działa jak prze­ciw­u­tle­niacz, a mig­da­łowe – nawilża i zmięk­cza skórę. Może gdyby Tah­masp znał te magiczne wła­ści­wo­ści mydła, jego skóra ni­gdy nie pokry­łaby się łuskami…

Pierw­sze recep­tury mydła (jesz­cze z pro­duk­tów zwie­rzę­cych) pocho­dzą ze sta­ro­żyt­nej Babi­lo­nii; jed­nak to dopiero arab­scy i per­scy che­micy wyna­leźli, jak two­rzyć je w 100%  z pro­duk­tów roślin­nych. Naj­słyn­niej­sze mydła pocho­dziły z syryj­skiego Aleppo – cie­szyły się one popu­lar­no­ścią ze względu na brak che­micz­nych dodat­ków i ręczny spo­sób wyrobu. Dawna recep­tura prze­trwała do dziś także w Ana­to­lii, gdzie lide­rami pro­duk­cji są właśnie Mar­din i sąsiedni Siirt – jed­nak tu, ze względu na naro­dowe dobro w postaci upra­wia­nych na ogromną skalę oli­wek, naj­więk­sza liczba mydeł pro­du­ko­wana jest z tego skład­nika. To nimi nacie­rają skórę w ham­ma­mach – warto zwró­cić na to uwagę pod­czas wizyty. Naj­lep­sze mydło ma nieco zużyty, rusty­kalny wygląd, sprze­da­wane jest kost­kach lub krąż­kach, na sztuki lub na wagę. W Mar­di­nie można zna­leźć zarówno sklepy o mar­mu­ro­wych wnę­trzach, gdzie kostki cze­kają pięk­nie uło­żone i zapa­ko­wane, ale też małe „warsz­taty”: w obu miej­scach pod nos pod­da­wane są wszyst­kie rodzaje mydeł – trzeba po kolei zapo­znać się z zapa­chem każ­dego z nich i poczuć dło­nią ich struk­turę. W gli­ce­ry­nie można cza­sami wypa­trzeć ślady zato­pio­nych kwia­tów, oli­wek i owo­ców. Wyrób mydła to tra­dy­cyj­nie męska pro­fe­sja. Czym więc w Mar­di­nie zaj­mują się kobiety? Poli­tyką.

mardin-6

 

W 2014 roku miesz­kańcy na bur­mi­strzy­nię mia­sta wybrali młodą stu­dentkę – Febru­niye Akyol. To pierw­sza w histo­rii chrze­ści­janka spra­wu­jąca wła­dzę w tureckim samo­rzą­dzie, na doda­tek wysta­wiona do wybo­rów przez naj­więk­szą par­tię kur­dyjską (BDP). Asy­ryj­czycy nie są uzna­wani przez rząd turecki jako mniej­szość reli­gijna, a nauka ich języka – syriackiego, będą­cego dia­lek­tem ara­mej­skiego, któ­rym posłu­gi­wał się Chry­stus, nie znaj­duje się w szkolnym cur­ri­cu­lum. Aby wziąć udział w wybo­rach, musiała nawet przy­jąć turec­kie nazwi­sko.

 

mardin-4

 

mardin-2

 

Sły­sząc tę histo­rię, przy­po­mi­nam sobie o kul­cie Szah­me­ran panu­ją­cym w Mar­di­nie. Uświa­da­mia mi to, że jestem w jakimś zupeł­nie nie­zwy­czaj­nym miej­scu, gdzie prze­szłość w cie­kawy spo­sób prze­plata się z prze­szło­ścią i… mitem. To tu można odna­leźć świą­ty­nie chrze­ści­jań­skie powstałe jesz­cze w poło­wie IX w. n. e., a obok Wielki Meczet z końca XII wieku wplą­tane w labi­rynt cie­ni­stych wąskich pasaży, przez które, oprócz czło­wieka, prze­ci­śnie się co naj­wy­żej osio­łek (to powszechny tu widok!). Alejki cią­gną się przez całe wzgó­rze, kilka kilo­me­trów w górę aż do zamknię­tej dla zwie­dza­ją­cych cyta­deli i w dół – do stricte kur­dyj­skiego nowego mia­sta. Co kryje się za wyso­kimi wapien­nymi murami o bru­nat­na­wej bar­wie, przez które tak ciężko zaj­rzeć? Może piękne kla­syczne ogrody arab­skie? Co skry­wają piękne kościelne dzwon­nice? Jak żyło się tu 100 lat temu, a co przy­nie­sie Mar­dinowi przy­szłość?

mardin-5

 

Osta­nia godzina w mie­ście. Już bez kon­kret­nego celu spa­ce­ruję alej­kami i zauwa­żam strzałki pro­wa­dzące do kościoła pro­te­stanc­kiego. Zdzi­wiony, kie­ruję tam moje kroki; na miej­scu – rów­nie zasko­czony moją obec­no­ścią pastor tłu­ma­czy mi, że kościół został otwarty zale­d­wie rok wcze­śniej i wbrew powszech­nym spo­łecz­nym nie­po­ko­jom działa i zapra­sza do sie­bie dosłow­nie każ­dego. To piękna koda.

 

Oryginalnie tekst ukazał się w portalu wyborcza.pl we wrześniu 2016 r. 

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!