“Flygskam” to trend od kilku miesięcy zataczający coraz szersze kręgi popularności. Szczególnie podatni okazali się na niego Skandynawowie, Francuzi i Holendrzy. A czy Polacy także zarazili się pomysłem i także chcą ograniczyć latanie?

Szwedzki wstyd z powodu latania

“Flygskam”, czyli wstyd z powodu latania, został zapoczątkowany w Szwecji wśród osób, które dużo podróżują samolotami, jednak w świetle katastrofy klimatycznej,  za którą w przypadku transportu lotniczego stoi emisją dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji przez samoloty, świadomie rezygnują lub ograniczają wybór tego środka komunikacji.  Za największą popularyzatorkę trendu uznaje się młodą aktywistkę ze Szwecji Gretę Thunberg, która w wieku 15 lat demonstrowała przed szwedzkim parlamentem przeciwko bezczynności władz w kwestii zatrzymania zmian klimatycznych. Greta oficjalnie odżegnuje się od jedzenia mięsa i latania samolotami. Dlatego też na szczyt ONZ-u organizowany w Nowym Jorku we wrześniu 2019 roku z Europy popłynęła … statkiem.

Emisja CO2 i durnoloty

Choć loty komercyjne generują obecnie tylko 3% emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej, wartość ta będzie sukcesywnie rosła wraz ze wzrostem liczby lotów na całym świecie. My sami napędzamy te wzrosty: w końcu bardzo łatwo zorganizować sobie nawet krótki weekendowy wyjazd samolotem. Ruch na polskich lotniskach z roku na rok wzrasta, a czasem te nasze podróże to zwykłe „durnoloty”, które kupujemy, bo ich cena była zabójczo niska.

Tagskryt i biopaliwa

Obecnie podróż samolotem jest najmniej ekologicznym środkiem transportu, szczególnie jeżeli chodzi o krótkie dystanse. Tutaj pałkę pierwszeństwa przejmują koleje. Jako przedłużenie trendu “Flygskam”, w mediach społecznościowych popularność zyskał równie nośny hashtag „#Tagskryt”, które oznacza bycie dumnym z wyboru kolei nad samolotem.

Przedstawiciele przemysłu lotniczy twierdzą, że nie stoją z założonymi rękami i że już teraz zmniejszają emisję dwutlenku węglowy stosując takie środki jak kołowanie jednosilnikowe i wykorzystując do operacji na krótsze dystanse lżejsze samoloty. W ten sposób o 1-2 procent ma spaść emisja dwutlenku węgla każdego roku. Linie Air France ogłosiły ostatnio, że do 2021 roku zmniejszą liczbę lotów krajowych o około 15 procent, a KLM planuje odnowienie swojej floty, w tym wprowadzenie nowych maszyn o bardziej ergonomicznym designie i przejście na ekologiczne źródła energii pochodzące z budowanej właśnie pierwszej na świecie ekologicznej elektrowni dla przemysłu samolotowego. Z kolei United Airlines są pierwszym przewoźnikiem lotniczym na świecie, który w sposób ciągły używa biopaliw lotniczych zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju.

"Pomysł środowisk lewicowych"

Tymczasem w Polsce, prezes PLL LOT Rafał Milczarski twierdzi, że “flight shame” to „pomysł środowisk lewicowych, które starają się zawstydzić i obrzydzić ludziom latanie samolotami, co jest absurdem, bo latanie służy łączeniu ludzi i rozwojowi gospodarczemu. Mówienie o ochronie środowiska poprzez ograniczenie podróży samolotowych jest głupotą”. Prezes proponuje własną politykę pro-ekologiczną, która ma polegać na „oszczędzaniu paliwa”…

Co może pasażer?

Wydaje mi się, że to przewoźnicy i rządy państw ogrywają największa rola w znalezieniu sposobów na bardziej ekologiczne latania, jednak każdy indywidualny pasażer może sam zadać sobie kilka prostych pytań wybierając się w kolejną podróż samolotem, tj. 1) Czy kolejny raz muszę jechać do Mediolanu na weekend? Czy jest to tylko kolejny „durnolot”? 2) Czy mój lot jest bezpośredni czy z przesiadkami generującymi dodatkową emisję dwutlenku węgla? 3) Czy linie lotnicze stosują pro-ekologiczne rozwiązania, tj. sztućce wielokrotnego użytku, albo ograniczają stosowanie plastikowych i papierowych opakowań?

Biorąc pod uwagę realia, zawsze będziemy wybierać rozwiązania, które są nie tylko szybsze, ale też tańsze. W końcu niewiele osób może pozwolić sobie na to, żeby do Nowego Jorku płynąć statkiem…