Damaszek, Bagdad, Kair, Samarkanda, Grenada, Mekka i właśnie Fez w Maroku – oto najświętsze miasta islamu. Tylko połowę z nich można dziś zwiedzić w nieskrępowany i bezproblemowy sposób. Fez, jak i całe Maroko, tymczasem przeżywa niezwykłe ożywienie turystyczne – to świat orientu na wyciągnięcie ręki w przystępnej cenie. Medyna miasta jest najstarszą na świecie, a brak możliwości poruszania się po niej samochodem, czyni z niej największą miejską strefę ruchu pieszego na całym globie. Fez często porównuje się do Marrakeszu. Niektórzy planując podróż muszą wybrać, czy pojechać tu czy tam, i próbują porównać atrakcyjność obu miast. Oczywiście jest to porównanie uzasadnione: oba miasta (podobnie jak Meknes i Rabat) to cesarskie miasta Maroka z długimi tradycjami.

Z perspektywy czasu jedno wydaje mi się pewne: gdyby w Maroku nie wybrał się do Fezu, ta wycieczka nie byłaby kompletna. W tekście spróbuję opowiedzieć, dlaczego. Swoją drogą, czy wiecie, że charakterystyczna czerwona czapka ze ściętym stożkiem noszona w krajach muzułmańskich nazywa się w języku polskim „fez” – właśnie od nazwy miasta?

Maroko: Fez zwiedzanie atrakcje

Maroko: Fez zwiedzanie atrakcje  

 

 

Tak jak w wielu marokańskich miastach, tysiącletnia medyna jest w centrum zainteresowania przybywających tu turystów. To, co dziś wydaje się jedną tkanką miejską, w rzeczywistości jest połączeniem dwóch medyn. Starsza część Fas al-Bali rozbudowywana była od początku istnienia miasta i jest najbardziej zawiłą medyną na świecie. Nowa (z XIII wieku) to Fas al-Dżadid, w granicach której znajduje się pałac królewski oraz dawna żwydowska dzielnica mallah (o nich w dalszej części tekstu).

W starej medynie bije serce Fezu, tutaj od wczesnych godzin porannych do nocy kwitnie handel, tutaj dają dobrze zjeść, tutaj można zaopatrzyć się w każdą rzecz wyprodukowaną na świecie, a w szczególności w Chinach, w końcu od ilości ludzi, kolorów i smaków nabawiać się zawrotu głowy. Do medyny wchodzi się też, żeby się… zgubić. I ma to swój urok – przynajmniej w ciągu dnia. Alejki prowadzące do ukrytych riadów, klasycznych golibrodów, fontann, restauracji na dachach budynków, przepięknych ogrodów i  zakamuflowanych meczetów.  Nawet jeżeli skręci się w jakąś alejkę albo uliczkę, zawsze będzie jakiś znak lub szyld, dzięki któremu będzie się w stanie wydostać z tego labiryntu. W mniej uczęszczanych miejscach, mogę zagwarantować, że szybko znajdziemy towarzystwo w postaci grupy młodych chłopaków, którzy będą próbowali wyprowadzić nas z uliczek (i niestety nie wydaje mi się, żeby zawsze mieli dobre intencje, lepiej więc uważać i nie ufać im, jeśli będą prowadzić w jakieś podejrzane miejsce).

Do medyny prowadzą ogromne bramy – pod każdą z nich, w tym szczególnie pod główną zbudowaną ledwo sto lat temu Bab Bu Dżelud (na zdjęciu poniżej) na pewno zaczepi Was ktoś, kto będzie oferował usługi przewodnickie, będzie nawet chwalił się swoją legitymacją albo plakietką (zresztą nie tylko tutaj). Znacznie lepiej zaaranżować przewodnika przed riad albo hotel, w którym się nocuje. W samej medynie młodzi przewodnicy, których największym atutem jest znajomość angielskiego, będą proponować zabranie np. na dach, skąd można zobaczyć całą medynę. Sugeruję, żeby ustalić cenę takie oprowadzania z góry, aby uniknąć niemiłych niespodzianej i ewentualnych scysji. Łatwo napisać, ale pewnie trzeba przynajmniej raz wpaść w taką pułapkę, żeby zrozumieć, czego unikać na przyszłość. Pamiętajcie także o kieszonkowcach, dla których turyści są łatwym łupem. Poza nimi i… mułami, które przyciskają się wąskimi alejkami medyny, poważniejsze niebezpieczeństwo nikomu tutaj nie grozi.

 


 

Meczet Karawijjin

Najważniejszym zabytkiem Fezu jest rozbudowywany aż przez 10 wieków meczet Al-Karawijjin (Jamaa Qarawiyine). Zanim postawiono monumentalny meczet Hasana II w Casablance, była to największą świątynia całego Maroka. Fundatorem była Fatima el-Fihra wywodząca się z rodziny imigrantów z tunezyjskiego miasta Kairuan. Budowa rozpoczęła się w 859 roku – okresie, który jednocześnie uznaje się za początek historii Fezu. Niemuzułmanie nie są wpuszczani ani na dziedziniec, ani do środka meczetu, ale poza godzinami modlitw, bramy są otwarte i widać przez nie dziedziniec z podkowiastymi barwnymi łukami i fontanną. Meczet jest tak duży, że trudno go w całości obejrzeć – zresztą nie jest nawet możliwe ze względu na bardzo gęsto zabudowa wokół. Jednak widać go z góry: z któregoś balkonu, lub jeszcze lepiej – na wzgórzu na przedmieściach Fezu, gdzie znajduje się stanowisko archeologiczne z pozostałościami dawnych grobowców sułtanów z dynastii Marynidów panującej  między XIII, a XV wiekiem. Ruiny nie są jednak imponujące i to właśnie świetny widok na stary Fez i meczet przyciągają turystów. Tak przy okazji, dym unoszący się nad miastem na zdjęciu powyżej to nie wynik pożaru. Pochodzi on z pracowni ceramicznych.


Medersa Bu Inania

Skoro nie udało się wejść do meczetu, zajrzyjmy do szkoły koranicznej. Tą najsłynniejszą w mieście jest Bu Inania z połowy XIV wieku. Był to ostatni ważny budynek postawiony przez dynastię Marynidów (tych od grobowców) – wygląda on dokładnie tak jak najsłynniejsze zabytki w hiszpańskiej Andaluzji, w szczególności Alhambra w Grenadzie. To jedyna medersa, który była równocześnie meczetem, a więc jako jedyna posiada własny wyłożony zielonymi kaflami minaret. Dzięki renowacjom przeprowadzonym w ostatnich latach, sam budynek, jak i elementy ozdobne są w bardzo dobrym stanie.


Fez bazarami stoi: Funduk i suk „tematyczny”

Medyna nie jest tak do końca chaotyczna, jakby się to mogło na początku wydawać. Jeżeli ktoś poszukuje określonego typu towaru, wybiera się na suk z określoną specjalizacją lub funduk.  Zajmują one wydzielony plac lub zakątek, na który wchodzi się skręcając z głównej alei Talaa Kebira prowadzącej w dół od bramy Bab Bu Dżelud. Czasami wejścia są niepozorne – sam osobiścieśledziłem trasę zaproponowaną przez Lonely Planet). Jedne z najpopularnieszych z takich suków to targ z henną. Kolejny typ miejsca handlowego to funduk – dawniej były to miejsca, gdzie nocowali handlarze podróżujący z karawanami. Dziś te budynki zostały przekształcone na stoiska handlowe i najsłynniejsze to te, gdzie handluje się miodem i gdzie stolarze sprzedają wyrabiane przez siebie meble i inne produkty z różnych gatunków drzew szlachetnych (czyli Place en-Nejjarine – Plac Stolarzy, gdzie również ma siedzibę Muzeum Sztuki i Rzemiosł Drewnianych).  Trzeci typ miejsca handlowego zareklamuje się sam – kiedy będziemy się zbliżać do  najstarszego uniwersytetu świata (Kairaouline), usłyszymy stukanie młotków: w ten sposób swoją obecność na otwartym, zacienionym Place as-Seffarine zapowiadają rzemieślnicy wykuwający naczynia z mosiądzu.

 

Suk z henną


Bab R’cif

To miejsce, do którego dotarłem trochę przez przypadek, chcąc odpocząć od harmideru medyny. Bab R’cif to kolejna brama medyny (łącznie jest ich siedem). Plac przy bramie R’cif to jedyne otwarte miejsce o takiej powierzchni, gdzie nie ma gęstej, klaustrofobicznej zabudowy i łącznik między stara, a nową częścią miasta. W okolicy znajduje się sporo knajpek, stoisk z sokami i sklepów z ciuchami. Tuż za bramą znajdują się banki, gdzie można wymienić pieniądze i czerwone petit taxi, którymi można udać się do innych części miasta. To też dobre miejsce, skąd można zobaczyć fragment murów medyny (ich łączna długość to ponad 12 km).


 Garbarnie i farbiarnie Szawara w Fezie

To te najsłynniejsze z całym Maroku i znacznie bardziej spektakularne niż w Marrakeszu. Procedura jest jednak zasadniczo ta sama: zwiedzanie w teorii jest za darmo, ale żeby mieć dobry widok, trzeba wejść do sklepu z balkonem. A wejście do sklepu to z automatu okazja dla sprzedawcy do wciśnięcia klientowi kurtek skórzanych, puf, toreb i butów. Jeśli naszym celem jest tylko oglądanie garbarni, najlepiej z właścicielem sklepu od razu ustalić cenę na wejście na balkon i zrobienie zdjęć. Jeśli ktoś nas do sklepu zaprowadził, na pewno jest to sklep jego znajomego lub kuzyna i od każdej sprzedanej rzeczy ma sowitą prowizję. Jeśli nic nie kupimy, to i tak będziemy musieli zapłacić naszemu „przewodnikowi”. Wcześniej pewnie dostaniemy od niego sławetny listek mięty (ma zmniejszyć zapach ptasiego guano, którym traktowane są skóry), ale jak na mój nos, nie było tak źle. Ponoć najgorszy zapach jest latem – w każdym razie najlepiej i tak oglądać to wszystko z samego rana, także dlatego, że właśnie wtedy wlewane są świeże farby.

Oglądanie z poziomu ziemi to inna historia, ale nie potrafię odpowiedzieć, czy można robić to za darmo. Jeden z „przewodników” przekonywał mnie, że to zakazane, więc zdecydowałem się zapłacić, żeby zrobić lepsze zdjęcia z dołu. Oczywiście pierwsza cena jest totalnie absurdalna – pada nawet 200 dirhamów; trzeba targować się o maksymalnie najniższą stawkę, ale nawet jeśli zapłaci się 50 dirhamów, to myślę, że nikt na tym nie ucierpi. Nie wiem, czy jakiekolwiek pieniądze za „pozowanie” do zdjęć trafiają do robotników, ale mam nadzieję, że tak właśnie jest.

O niezwykłej popularności tego miejsca dowodzi fakt, że w czasie mojej wizyty, garbarnie filmowała też ekipa tv. I faktycznie – to miejsce, z którego Fez słynie na cały świat i największa atrakcja miasta.


Pałac Królewski Fezu: Fas al-Dżadid

To nowa część starego Fezu, a dwie największe atrakcje to: Pałac Królewski oraz dzielnica żydowska (mellah). 

Pałac Królewski

Ciężko napisać cokolwiek konkretnego o XVII-wiecznym pałacu królewskim oprócz tego, że zajmuje on teren 80 hektarów. Wszystko, co na dziś można zobaczyć to fasada budynku, gdzie przy bramie wjazdowej zdjęcia robią sobie wycieczki. Jak nazwa wskazuje, w pałacu – podczas swojego pobytu w mieście – rezyduje rodzina królewska. Za bramą znajduje się rzekomo wiele mniejszych pałaców otoczonych pięknymi ogrodami.


Mellah – marokańska dzielnica żydowska

Relokację do tej części miasta nakazał wyznawcom judaizmu w 1276 r. sułtan Abu Jusuf Jakub. Dziś żydów już właściwie w mieście nie ma, gdyż wyjechali po 1948 r.do Izraela. Zabudowa dzielnicy różni się od tej, którą można oglądać w arabskiej części miasta. Domy żydowskie miały zazwyczaj duże okna i balkony wychodzące na ulice, a arabskie – na wewnętrzny dziedziniec i ogród, a od zewnętrznego świata grodzone były murami (ta klaustrofobiczna konstrukcja sprawia, że w Maroku nigdy nie nocowałem w riadach). Domy żydowskie zachowały się w dobrym stanie, podobnie jak synagoga Aben Danan. Do jej środka w zamian za niewielki datek wpuszcza opiekun miejsca. Wewnątrz można zobaczyć historyczne zdjęcia marokańskich synagog i kirkutów. Zresztą jeden z nich z białymi nagrobkami i przylegającym muzeum jest dostępny dla zwiedzających.

 


Na pobieżne poznanie miasta będziecie potrzebowali dwóch dni. Nowoczesny dworzec kolejowy znajduje się w nowej części miasta (Nouvelle Ville), który z medyną łączą autobusy albo taksówki. Koszt petit taxi (dzielonej taksówki) jest taki niski, że nie warto zawracać sobie głowy szukaniem właściwej linii autobusowej. W nowej części miasta znajduje się też duży Carrefour – to ważna informacja dla tych, którzy chcą uzupełnić np. zapas alkoholu (w medynie raczej go nie znajdziemy). Tak jak wspomniałem, zamiast popularnego riadu, wybrałem hotel – Blue Sky znajdujący się ok. 5 minut spacerem od medyny.
Dojazd na lotnisko taksówką to koszt ok. 10-15 euro. Z okolic dworca jeździ jednak autobus miejski, jednak nie ma on regularnego rozkładu jazdy… i nie miałem szansy z niego korzystać. Gdy czekałem na jego przyjazd, podszedł taksówkarz, który zbierał chętnych na dzielony przejazd (ok. 8 zł).

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!