Ottawa, stolica Kanady, położona jest w prowincji Ontario; niemalże na granicy z prowincją Quebec, którą wyznacza rzeka Ottawa. Z praktycznych informacji warto zapamiętać, że z przekroczeniem granicy na północy, spada wiek, w którym legalnie można kupić alkohol (Ontario: 19, Quebec: 18). Za rzeką znajduje się miasteczko Gatineau, zwane również z angielska Hull. Ottawa i Gatineau, choć w innnych prowincjach, tworzą aglomerację stołeczną.

 

 

Jeśli przyjeżdża się do Ottawy z Quebecu, np. od strony Montrealu, przed oczyma jawi się zupełnie świat: downtown Ottawa to układ ulic przecinających się pod kątem prostym, dwujęzyczne oznakowania, klimat jak z małego amerykańskiego (małego) miasta. Jako że to sobotni wieczór, tu i tam przed oczyma przemknął mi ktoś z 2×14 (czyli zgrzewkami piwa), ktoś przebiegł w kowbojskim kapeluszu, ktoś inny popędził na wieczór kawalerski w stroju wielkiego bobasa naganiając przy okazji przechodniów do wrzucenia do puszki kilku dolarów na piwo.

Prognoza pogody nie zapowiada nic obiecującego: ciemne chmury i siąpiący deszcz, a na dodatek chłód – zaledwie kilka stopni powyżej zera (dobrze, że mam trochę ciepłych rzeczy). Wiosna w Ottawie zacznie się dopiero w maju. Dworzec autobusowy w Ottawie znajduje się w południowej części downtown – dotarcie do zarezerwowanego przez mnie hotelu Extended Stay znajdującego się przy ratuszu miejskim zajmuje mi 15 minut pieszo (autobus wcześniej zatrzymywał się też w okolicach uniwersytetu na wschodnim brzegu rzeki Rideau). Pokój hotelowy okazał się być tak naprawdę suite, a najbardziej ucieszyło mnie w nim… żelazko (mogłem wreszcie trochę wyprasować rzeczy, co by upodobnić się do ludzi), a zaraz potem (ale to już następnego dnia) śniadanie, w ramach którego można było sobie zrobić gofry (do kubka nalewa się gotowego ciasta, które wylewa się na specjalną gofrownicę w dwie minuty wypluwającą złociście zarumienione krążki, które obowiązkowo należy polać syropem klonowym (poziom cukru we krwi po czymś takim może dość drastycznie podskoczyć).
 

Skoro już trafiliście do pomijanej trochę przez turystów Ottawy, wykorzystajcie te chwile jak najlepiej, mimo że pierwsze wrażenie może nie być zbyt optymistyczne: miasto wydało się jakimś nieco sztucznym tworem z przypadkowo porozrzucanymi dzielnicami. Ale może urok miasta wyjawi się powoli. Jedno jest widoczne od razu: Ottawa jako stolica Kanady jest głównym miastem, które celebruje rocznicę zawiązania Konfederacji, a przynajmniej jest to tam najbardziej widocznie: na słupach wiszą flagi, a w wielu miejscach rozdawane są okolicznościowe przypinki, na ten rok planowane jest otwarcie kilku większych muzeów. Kanada to dość młode państwo i obchodzi dopiero 150 rocznicę powstania. Zjednoczenie wszystkich kanadyjskich prowincji były możliwe tak naprawdę dzięki… budowanie kolei, która połączyła zachodni brzeg ze wschodni. Od marca aż do grudnia w Ottawie w związku z obchodami organizowane są najprzeróżniejsze wydarzenia kulturalne. Zostanie też otwartych kilka nowych muzeów.

Ottawa została wybrana na stolicę w wyniku kompromisu, co by nie faworyzować żadnego z dwóch dużych i jakże różnych miast kanadyjskich: frankofońskiego Montrealu i anglosaskiego Toronto. Wcześniej istniała tu niewielka osada Bytown; dziś miasto pełni głównie funkcje administracyjne – pewnie większość z miliona mieszkańców to urzędnicy i ich rodziny. Tutaj urodził się np. obecny premier Kanady – Justin Trudeau, ale to pewnie dlatego, że w 1971 roku premierem kraju był jego ojciec – Pierre Trudeau i w tym czasie urzędował na Parliament Hill. Skoro czas zacząć zwiedzanie, a my jeszcze jesteśmy przy polityce…


 

Parlament Kanady

 

 

 

Biblioteka parlamentarna

Izba Gmin – sala obrad

Parlament Kanady jest najbardziej znanym i najbardziej charakterystycznym budynkiem miasta przypominającym nieco londyński Westminister. Neogotyckie pałace zdobione są rzeźbami z kamienia (liczne chimery i fryzy) położone są na wzgórzu nazwanym po prostu Parliament Hill. Stąd rozpościerają się świetne widoki na wody Rideu i Ottawy. W budynkach parlamentarnych odbywają się posiedzenia Izby Gmin i Senatu; mieści się tu też biblioteka parlamentarna. Zielone tereny wokół pełne są pomników i rzeźb, a w letnie przedpołudnia wypełniają się amatorami jogi i piknikowiczami.

Co ciekawe, wnętrza Parlamentu można zwiedzić nie dosyć, że za darmo, to jeszcze z przewodnikiem. Jedyne, co trzeba zrobić, to z punktu znajdującego się vis-a-vis budynku (ponoć latem te stanowiska przesunięte są do namiotu) pobrać numerek na określoną godzinę (zasadniczo zwiedzanie zaczyna się co ok. 10 minut, a czas oczekiwania na najwcześniejszą rundę to ok. 1 h), zostawić plecak przekraczający wielkość laptopa w przechowalni bagażu i to tyle. Chwilę przed wybraną godziną należy zjawić się na miejscu, gdzie będzie już czekał przewodnik – najczęściej to młody student/ka. Niby wszystko fajnie, ale wygląda to trochę jak lekcja patriotyzmu, a nie historii. Odsuwając malkontenctwo na bok, największe wrażenie zrobiła na mnie biblioteka parlamentarna, gdzie w samym środku znajduje się marmurowy pomnik królowej Wiktorii, na której to w końcu polecenie Ottawa została mianowana na stolicę Konfederacji w 1857 roku. Na koniec zwiedzania odbywa się mały quiz z wiedzy, którą przekazywał przewodnik. Uczestnicy – głównie Kanadyjczycy – przekrzykują się, żeby odpowiedzieć na pytania. Wygląda to tak, jakby szli na takie zwiedzanie dwa razy: najpierw słuchają pytań i idą do domu, gdzie uczą się odpowiedzi na pamięć. Potem wracają na kolejne i przekrzykują się, żeby odpowiedzieć jako pierwsi. Jak w szkole.
Wisienką na torcie jest wizyta na szczycie blisko 100-metrowej Peace Tower (Wieży Pokoju), z której rozpościera się widok na sąsiednie dzielnice: Centretown i ByWard Market.

Latem organizowany jest pokaz multimedialny Northern Lights: Sound and Light Show: codziennie odbywają się mappingi (projekcje na ścianach Parlamentu), podczas których można poznać historię Kanady i jej mieszkańców (komentarz odbywa się zarówno w języku angielskim, jak i francuskim).

Wpomnę jeszcze przy okazji o drugim budynku administracyjnym – niezbyt urokliwym urzędzie miejskim. Przechodziłem obok city hall i wstąpiłem zachęcony reklamą wystawy preznetującej zdjęcia bardzo różnych Kanadyjczyków.


 

Muzea Ottawy

National Gallery of Canada

Wiedziałem, że Ottawa ma całkiem niezłe muzea, ale czytając opinie w internecie nie sposób nie pozostać sceptycznym. Jakże więc miłe były czekające mnie niespodzianki…

Kto by się spodziewał! National Gallery of Canada to torpeda – jedna z najlepszych galerii sztuki w kraju, a nawet na skale światową nie ma się czego powstydzić. Sam budynek zaprojektował Moshe Safdie – izraelsko-kanadyjski architekt, który nadzorował przebudowę Montrealu w czasie przygotowań do Expo 67. Mimo, że misją muzeum jest prezentacja sztuki kanadyjskiej, nie brakuje tu obrazów europejskich klasyków. Prawdziwe cacko i pożeracz czasu. Wstęp = 15$, w czwartki w godz. 17-20 = za darmo.
The Canadian Museum of History (Kanadyjskie Muzeum Historii) w Gatineau (Hull) mieści się nie tylko w oryginalnym budynku, który swoim wyglądem przypomina indiańskie wigwamy lub igloo, ale także jest jedynym tego typu miejscem w Kanadzie. Dziś muzeum nie działa jeszcze w pełnym wymiarze, ale w połowie 2017 roku zostaną ukończone prace nad całością kolekcji, która będzie jedyna tego typu zbiorem obiektów. Bilet do Muzeum to wydatek rzędu $20, ale w czwartki w godzinach 17-20 można je zwiedzić za darmo.

Eksponaty takie jak samoloty odrzutowe czy elementy uzbrojenia wojskowego, a nawet limuzyna Adolfa Hitlera z 1940 roku znajdują się z kolei w the Canadian War Museum (Kanadyjskim Muzeum Wojny). Sam budynek muzeum przypomina nieco bunkier, ewentualnie lotnisko – zależy jak na niego spojrzeć. Bilet do Muzeum kosztuje $17 (więc jest to propozycja raczej dla pasjonatów tematów militarnych), ale w czwartki w godzinach 17-20 wejście jest darmowe.


 

Byward Market

 

 

ByWard Market to  jedno z najruchliwczych miejsc w Ottawie – może dlatego, że całkowicie przyjazne przechodniom. Centralnym punktem ryneczku jest pawilon z jedzeniem i sklepami z rękodziełem, kwiatami i warzywami. Niepisaną zasadą jest to, że wszystkie lokale miały być prowadzone przez niezależnych właścicieli, ale oczywiście musiał się tu wcisnąć nawet McDonald i Starbucks. Ten ostatni ma trochę bardziej elegancki wystrój i serwowane są tu rzadsze gatunki kawy, ale co unikalnego mógł zaoferować McDonald? Jednak to margines – najciekawiej wyglądają irlandzkie puby, winiarnie, lokalne z tanim jedzeniem i wystawne restauracje funkcjonujące jedna obok drugiej.

P.S. Gdyby ktoś zatęsknił, to tutaj wypatrzyłem delikatesy z polskim jedzeniem (kasztanki – mniam!)


 

Frytki polane syropem klonowym i ogon bobra

Ottawa może reklamować się, że dzięki restauracjom inspirowanym kuchnią z Kambodży i południowych Indii jest także nową kulinarną stolicą kraju, ale prawda jest taka, że docenią to najlepiej mieszkańcy i prawdziwi foodies. Dla kogoś szukających autentycznych doznań, będzie chciał spróbować poutine!!!

Wyręczę Wam jednak: spróbowałem tego cudeńka, żebyście Wy sami nie musieli. Bo nie ma się czym zachwycać! Akurat w czasie mojego pobytu w Ottawie odbywał się festiwal poutine:  w samym centrum miasta ustawione były foodtrucki z różnego rodzaju wariacjami. Wywodzące się z prowincji Quebec poutine to nic innego jak tłuste frytki posypane serem i polane sosem pieczeniowym. Oczywiście występują w różnego typu wariacjach: np. kanadyjska wersja ma dodatkowo grzyby i syrop klonowy (w sumie wypatrzyłem jeszcze kilkanaście innych rodzajów). Może dla fanów fast foodów byłoby to jakieś nowe doznanie, ja osobiście więcej już tego nie tknę.

Trochę lepiej wypada beavertail, czyli ogon bobra. Wbrew nazwie, ta przekąska nie zawiera żadnego mięso. Jest to placek z ciasta jak na paczki ręcznie wyrobiony właśnie tak, żeby kształtem przypominał właśnie ogon bobra. Ciasto jest podawane z różnymi dodatkami: bitą śmietaną, bananami, ciasteczkami Oreo, cynamonem i kremem typu Nutella. Ogony są sprzedawane w specjalnych czerwonych budkach w ruchliwych miejscach Ottawy.

 

Czerwone budki sprzedające ogony bobra

Ponadto Ottawa posiada najwyższe skoncentrowanie kebabów na metr kwadratowy – na każdym kroku znajdują się tu lokale z kuchnią arabską. Jeśli jednak to za mało, udało mi się ułożyć krótką listę miejsc, które w Ottawie uznaje się na tyle znakomite, że polecane są wszystkim turystom.

Manx (370 Elgin St.) to piwniczny  pub w anglosaskim stylu, gdzie można wybrać się na brunch. Dużo mięsnych potraw, sandwichów i piwa z lokalnych browarów. Ceny: 15-18$ za danie główne.
Moda na jedzenie w pubach jest dość powszechna. Kolejnym przykładem na to jest znajdujący się po sąsiedzku Lieutenant’s Pump (361 Elgin St.). W karcie pułkownika znajdują się: przekąski, sałatki, zupy, kanapki i burgery. Specjalnością szefa kuchni są: steki i dania z ryb (15-20$ za danie główne).
Union Local 613 (315 Somerset Street W.) to jeszcze jedno miejsce często odwiedzane przez mieszkańców. W karcie owoce morza, sandwicze i puddingi.
Wilf & Ada’s (510 Bank Street) to diner serwujący jedynie śniadania i lunche – idealna opcja dla tych, którzy zarezerwowali hotel bez porannej wyżerki. Mój ulubiony zestaw śniadaniowy to jajka w czyśćcu – jajka w koszulkach kąpiące się w sosie pomidorowym i rukolą. Serwowany jest też tutaj całkiem dobry kanadyjski cydr.

 

 

 

 

 

 

 

 

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!