Wprowadzenie przez PolskiBus.com do swojej oferty autobusów o standardzie „gold” we wrześniu 2015 roku było świetnym chwytem marketingowym, ale właściwie niczym więcej. Podróż nie różni się od tej na pokładzie „czerwonego” autobusu, a serwowane lody i ciastka nie czynią podróży ani szybszej, ani bardziej komfortowej.

Kto pamięta początki PolskiegoBusa, ten z łezką wzruszenia wspomni, jakim zaskoczeniem była darmowa woda, kanapki i wi-fi. O ile internet stał się standardem u każdego przewoźnika, gastronomiczny bonus ostał się już tylko przy „złotych” biletach przewoźnika z Wysp Brytyjskich (bo PolskiBus tak właściwie polski nie jest).

Wprowadzone do oferty przewoźnika Polskibus.com autobusy „gold” reklamowane były jako luksusowa usługa dla klienta biznesowego mająca konkurować z pociągami Pendolino na trasach Warszawa – Kraków i Warszawa – Wrocław. Bilety miały być droższe, bo – jak powszechnie wiadomo – luksus ma swoją cenę. Dziś jednak bilety na „złote” autobusy można kupić nawet taniej niż na regularne przejazdy. To teoretycznie powinno cieszyć, ale…

PolskiBus Gold czy warto recenzja opinia

fb.com/polskibus


Dlaczego „złote” autobusy nie są ani ofertą luksusową, ani dla klienta biznesowego?
 Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, komu zależy na czasie zdecydował się na podróż PolskimBusem. Pendolino zdecydowanie tu wygrywa: podróż do Krakowa pociągiem zajmuje średnio 2,5 h, a autobusem: 4h20m – ale jest to czas tylko orientacyjny, gdyż nie uwzględnia ewentualnych zatorów na drodze (na odcinku między Warszawą, a Radomiem oraz przy wjeździe do Krakowa to raczej codzienność).

Ale to nie jedyny argument – bez względu na to, czy to zwykłe, czy złote autobusy, ich głównymi klientami pozostają studenci, „budżetowi” i zagraniczni pasażerowie. Dla klienta biznesowego liczy się nie tylko czas przejazdu, ale także komfort podróży, którego Szkoci zapewnić nie potrafią. To, że pokład nowych autobusów może pomieścić tuzin pasażerów mniej nie sprawia, że zrobiło się więcej miejsca na nogi, komputer czy bagaż podręczny. Ciężko wyobrazić sobie spokojną kilkugodzinną pracę z komputerem, gdy każdy pasażer ma dla siebie niewiele miejsca (a co powiedzą ci, których gabaryty są powyżej przeciętnej?).

Przejazd PolskimBusem subiektywnie opisał niedawno autor bloga technologicznego Antyweb (warto przeczytać, choć dlaczego blog zajmujący się nowymi technologiami zajmuje się tematem podróżowania autobusami to oddzielne pytanie). Z wieloma argumentami się zgadzam, choć braku kultury osobistej aż tak bym rodakom palcem nie wytykał.

Pojawienie się PolskiegoBusa było i jest ważne z punktu widzenia pasażerów – zmusiło bowiem innych przewoźników do podwyższenia standardów, sposobu sprzedaży biletów i obniżenia ich cen w całym kraju. Pozycja szkockiego potenta w Polsce jest tak mocna, jego działania reklamowo-marketingowe tak silne, a siatka połączeń już tak gęsta, że konkurenci tacy jak LuxExpress mają niezwykle ciężkie zadanie, żeby zagrabić dla siebie choć część rynku i nawet jest zmuszona modyfikować lub rezygnować z niektórych ofert.

Dobrze by było jednak nazywać rzeczy po imieniu i nie sprzedawać tej samej standardowej usługi nadając jej piękniejszą nazwę. A pamięta ktoś akcję, która miała nauczyć pasażerów kulturalnego stania w kolejce w oczekiwaniu na wejście na pokład? Z tego też niewiele wyszło – choć wprawdzie przy którymś z autobusów dało się zauważyć „bramki”, to obawiam się, że pomysł nie zyskał  akceptacji (pewnie bardziej po stronie obsługi, która przed odjazdem autobusu zajęta jest innymi rzeczami niż samych pasażerów) i okazał się jeszcze jednym chwytem marketingowym.

Photo Credit: Alex E. Proimos via Compfight cc

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!