Brazylia ma ten urok, że każde miasto w kraju jest zupełnie inne. Wysoki poziom oryginalności i ekscentryczności reprezentuje na przykład stolica kraju – Brasilia. Założona zaledwie 60 lat temu jako spełnienie mistycznej wizji pozostaje fenomenem na skalę światową i jednym z najdziwniejszych eksperymentów urbanistycznych.

W Brasilii pierwsze kroki pomagał stawiać mi znajomy z CouchSurfingu. Najpierw zawiózł mnie do Hotelu Bristol (który wkrótce zmienił nazwę na Like U; poprzednia chyba była zbyt pompatyczna), a później na przejażdżkę po mieście po zmroku.

Hotele w Brasilii to głównie przybytki, które mają charakter biznesowy. Bo kto u licha przyjeżdża tu na zwiedzanie? Ale ma to swoje plusy: w weekendy, kiedy biznesmeni i politycy wracają w swoje rodzinne strony, ceny noclegów drastycznie spadają. Ale inna rzecz jest ciekawsza – klimat i wystrój! Hotele powstały jeszcze z lat 60. i choć oczywiście poddawane są liftingom, wciąż zachowały swój retro klimat. Kiedyś musiały być szczytem elegancji.

Jeszcze tego samego wieczora z Thayvidem i jego znajomym wybraliśmy się zobaczyć most Ponte Juscelino Kubitschek i sztuczny zalew Paranoa, którego brzegi łączy. Trzeba wiedzieć, że Brasilia powstała na nieurodzajnej, suchej ziemi dokładnie w samym środku Brazylii. Podstawą kwestią było więc doprowadzenie do miasta wody. Tak powstało akwen, dookoła którego rozlokowały się m.in. rezydencja prezydencka i prywatne wille, ale także przystań, nocne kluby i restauracje. Moje pierwsze wrażenie Brasilii nie było więc związane z architekturą, ale bardziej z naturą. Może ta wycieczka miała zadziałać jak anestezja?

Na kolację postanowiliśmy wybrać się gdzie indziej – do restauracji Oscar. Jej nazwa oczywiście nawiązuje do imienia słynnego architekta Niemeyera. To właśnie on i Lúcio Costa 21 kwietnia 1960 roku pokazali światu miasto, jakiego wcześniej nikt nie widział. Choć Brasilia powstała z polecenia ówczesnego prezydenta Brazylii, Juscelino Kubitscheka, sam koncept mitologicznego miasta, które miało by być stolicą Brazylii jest tak stary, jak sam kraj. Wzmianka o wybudowania utopijnego miasta została nawet zapisana w pierwszej konstytucji kraju w 1891 roku po uzyskaniu niepodległości od Portugalii. Dopiero w 1956 roku i po wyborach Kubitscheka na głowę państwo opracowano konkretne plany i rozpoczęto budowę miasto, które miało zastąpić szlachetne Rio de Janeiro w roli nowej stolicy. Nic zatem dziwnego, że restauracja działająca w prostym, modernistycznym hotelu Brasilia Palace, który zaprojektował naczelny architekt miasta, nosi właśnie jego imię.

Niestety musiało nam wystarczyć obejrzenie nastrojowo podświetlonego budynku z zewnątrz, gdyż trwała zamknięta impreza, a nas na liście gości nie było. W tej sytuacji postawiliśmy na zupełnie inny wybór – Bar Beirut. To bardzo znana knajpa prowadzona przez Libańczyków (których w całej Brazylii jest zresztą bardzo dużo). Znajduje się ona w jednym z sektorów mieszkalnych, w małej uliczce, w jednym z pawilonów. Takie usługowo-handlowe blaszaki doskonale znamy z polskich osiedli – one były i są dosłownie w każdym mieście w Polsce. W Brasilii jest ich cały multum, ale o ile w Polsce kojarzą się z komunistyczną siermiężnością, tam po prostu są naturalną częścią tkanki miejskiej. Gdy podzieliłem się moim spostrzeżeniem na ich temat ze świeżo poznanymi Brazylijczykami, spotkało się ona nie tyle z ciekawością, co niezrozumieniem – tak jakby uzurpował sobie prawa do ich dumy narodowej...

Jedzenie w Bar Beirut nie było powalające, ale klimat miejsca – a i owszem. Ale nie ma co marudzić, skoro i tak nie było, gdzie indziej pójść. Bo trzeba wiedzieć, że w Brasilii nie jest tak, że wychodzi się z hotelu, a tam w uliczce obok czeka na wyboru pięć restauracji i dwa bary.

W tym mieście wszystko ma swój ład i porządek: miasto podzielone jest na sektory, które pełnią bardzo określone funkcje. Brasília została zaprojektowana na planie samolotu (lub – jak kto woli – krzyża), którego osiami są biegnąca z północy na południe Eixo Rodoviário (główna autostrada stolicy) i z zachodu na wschód droga ekspresowa Eixo Monumental. Ta druga ma szczególne znaczenie dla odwiedzających, gdyż to właśnie przy niej znajduje się większość budynków, które najbardziej kojarzone są z miastem. Sektory mieszkalne (superquadra) znajdują się w „skrzydłach samolotu”; każdy ma oddzielny kod, który zastępuje adres, które normalnie znaleźlibyśmy w innych miastach. To w tych blokach można znaleźć miejsca i instytucje, które sprawiają, że miasto nadaje się do życie: sklepy, szkoły, szpitale, no i właśnie jakieś restauracje. Zaskakujące może być też to, że jest też tam sporo małych parków i skwerów. Nawet hotele mają swój sektor: większość znajdują się w jednym centralnie położonym bloku (są pojedyncze wyjątki, jak wspomniany wyżej Brasilia Palace).

Oczywiście projektanci miasto 60 lat temu nie myśleli, że do Brasilii będzie ściągać coraz większa liczba mieszkańców i dziś powstają nowe osiedla, które już wcale nie wkomponowują się w idealny model, który wymyślono sobie na początku. Powstają tzw. miasta-satelity, a wraz z nimi też fawele, od których stolica miała być zupełnie wolna. To, jak wizja stworzenia utopijnego miasta nie przekłada się za bardzo na codzienne życie mieszkańców, widoczne jest też w tym, że w Brasilii ciężko jest poruszać się bez własnego samochodu. Są wprawdzie autobusy, ale głównie łączą one osiedla z sektorami administracyjnym znajdującymi się w okolicach „kokpitu samolotu”—  to właśnie w rządowych instytucjach pracuje większość mieszkańców stolicy (aż 80%).

Z drugiej strony, to właśnie na piechotę najlepiej zobaczyć na spokojnie dzieła Oscara Niemeyera. Spacer po centrum Brasilii to jak chodzenie po muzeum architektury. Wszystkie jego eksponaty rozmieszczone są po prawej stronie od stacji autobusowej Estação Central przy przecięciu wspomnianych wyżej głównych arterii miejskich. W pierwszej kolejności warto zerknąć na wyglądający na starożytny grobowiec teatr narodowy Cláudio Santoro oraz wejść do Museu Nacional da República mieszczącego się białej kopule przypominającą wbitą w ziemię planetę wraz z orbitą. Nieco dalej zobaczymy moją ulubioną katedrę metropolitalną w kształcie korony cierniowej, do której wchodzi się, jakby szło się do bunkra, z pięknymi błękitnymi witrażami, które nadają wnętrzu niebiańskiej atmosfery.

Kontynuując spacer dochodzimy do Esplanada dos Ministérios, czyli alei ministerstw, którą wieńczy Praca dos tres poderes z dwiema wysokimi wieże oraz budynek przypominający statek kosmiczny. To siedziba brazylijskiego kongresu; w sobotę prze południem, kiedy tam byłem możliwe było bezpłatnie zwiedzanie.

Tuż za nimi stoją dwa bliźniacze budynki: Palácio do Planalto – siedziba prezydenta i sąd Supremo Tribunal Federal (można go odróżnić po rzeźbie płaczącej kobiety). Spacer kończymy dochodząc do położnego nad stawem Palácio Itamaraty.

Z kolei po lewej stronie od metra Estação Central stoi wieża telewizyjna (w czasie mojego pobytu taras widokowy był w remoncie) oraz wielki napis EU Love Brasilia (Kocham Brasilię). W tych okolicach w niedziele organizowane jest targowisko.

Innym miejscem, które warto odwiedzić w Brasilii jest Santuário São João Bosco. Trzeba koniecznie wejść do środka budynku, gdyż kościół posiada witraże z niebieskiego szkła. Wnętrze zmienia swój wygląd w zależności od intensywności światła, którego pada przez szkło. Ze świątynią, a dokładniej postacią patrona doskonale znanego też w Polsce założyciela zakonu salezjanów Jana Bosko jest związana ciekawa historia. Święty pod koniec życia miał sen, w którym zobaczył utopijne miasto, które powstać miało w przyszłości, gdzieś w Ameryce Południowej. Wiele osób uważa, że chodziło właśnie o Brasilię.

Jeżeli Wam też przyśni się Wam miasto pełne statków kosmicznych, to bądźcie pewnie, że to nie jakaś inna galaktyka, ale stolica Brazylią. Odwiedzenie Brasilii polecam w szczególności osobom zainteresowanym architekturą.