Johannesburg: zwiedzanie. Co i jak bezpiecznie zobaczyć w 1 dzień?

1 komentarz |

Gdybym napisał, że to przewodnik po Johannesburgu, byłaby to gruba przesada. Zaplanowałem w tym mieście tylko jeden dzień, ale teraz żałuję, że tylko tyle. Dlaczego? Wszyscy powtarzają, że nie ma w nim wiele do zobaczenia i jest niebezpiecznie do tego stopnia, że biali mieszkańcy śpią z pistoletami pod poduszką (kto słyszał o sprawie Oscara Pistoriusa, ten wie). Już nawet na lotnisku jeden ze współpasażerów przestrzegał mnie przed pobytem w Joburgu – bo tak pieszczotliwie nazywają swoje miasto mieszkańcy: „Nie możesz zmienić rezerwacji i spędzić całego tygodnia w Kapsztadzie?”. Tymczasem okazuje się, że na miejscu są turyści – i to całkiem sporo, jest też dużo ciekawych miejsc do zobaczenia. Nie udało mi się zobaczyć wszystkiego, co miałem oryginalnie w planach, a więc w niniejszym poście opisuję tylko kilka najważniejszych miejsc.

 

 

Johannesburg to Nowy Jork Republiki Południowej Afryki – a centrum CBD (Central Business District) to tamtejszy Manhattan: ruchliwe centrum, skyscrapery, tłumy ludzi. Ale wiecie co? Bezdomnych i żebraków na ulicach NYC jest co najmniej trzy razy więcej. Do CDB trafiłem trochę przez pomyłkę – na stacji Johannesburg Parlk ktoś mnie źle pokierował i zamiast na północ do Constitution Hill, skąd odjeżdżał czerwony autobus Sighsteeing Tour, którym zwiedziałem Joburg, dostałem się na południe na Ghandi Square, w samą… paszczę lwa. To była jednak dobra okazja przyjrzeć się architekturze okolicy i skoczyć do centrum handlowego Carlton Centre, na którego szczycie znajduje się taras widokowy – Top of Africa.

 



Top of Africa

Wieżowiec i przyległy, ale dziś już nieczynny, hotel Carlton otworzono w 1973 roku – do dziś jest to najwyższy budynek na kontynencie afrykańskim. Na 50 pietrze wieżowca znajduje się przeszklony taras widokowy, z którego rozpościera się widok na cały Johannesburg. Można więc zobaczyć całe miasto z lotu ptaka.

Na pierwszym planie znajdują się śródmiejskie wieżowce wzniesione też jakieś 40 lat temu. Gdzieś w oddali mieni się jakaś tafla wody – czy to jakiś sztuczny zbiornik? Przecież Joburg położony jest z dala od oceanu, czy rzeki. To dlaczego w tak nieurodzajnym miejscu zaczęli osiedlać się ludzie? To po prostu właśnie tu odkryto pokłady złota i diamentów.

Wszędzie na ścianach obserwatorium wiszą zdjęcia właśnie z pierwszych kopalni. 150 lat temu Johannesburg był zaledwie niewielką wioską – gorączka złota spowodowała jednak, że dziś samo miasto zamieszkuje 4,4 mln ludzi, a całą aglomerację – ponad 8 mln. Do dziś miasto jest centrum biznesowym RPA – kto marzy o zarabianiu pieniędzy, przyjeżdża właśnie tu. Niektórzy nawet tylko po to, żeby w dawno już zamkniętych kopalniach szukać jeszcze jakichś pozostałości po skarbach (co często kończy się śmiercią – te ziemie są nieźle skażone i ulatnia się tam wiele śmiertelnych związków chemicznych).

Do lat 70tych oddzielną część od Johannesbuga stanowiły osady, które dziś nazywa się powszechnie SOWETO (to skrót od South-Western Townships, czyli południowo-zachodnich osad). Wyprawa w tamte rejony to jedno z najciekawszych doświadczeń z pobytu w RPA.

 



Welcome to Soweto

Soweto po raz pierwszy zobaczyłem (poniekąd) w teledysku Jain (samą piosenkę można kojarzyć w reklamy PEPSI).

Na południowo-zachodnich przedmieściach Joburga na początku osiedlali się ubodzy pracownicy kopalni złota, ale dziś to bardzo zróżnicowana pod względem społecznym część miasta (Soweto to w zależności od źródeł od 29 d0 34 różnych osiedli, które zamieszkuje 5, a może nawet 8 mln ludzi – brak precyzyjnych danych). O ile byłem na początku przekonany, że w Soweto zobaczę same blaszane baraki ze wspólnym wychodkiem dla całego sąsiedztwa, to w rzeczywistości znajdują się tu też bloki, piękne domy, a nawet… okazałe rezydencje. W Soweto przez wiele lat mieszkali: sam Nelson Mandela (w jego dawnym domu na osiedlu Orlando urządzono muzeum), a także Desmond Tutu (laureat Nagrody Nobla). Do dziś swój dom na tutaj wdowa po Mandeli – Winnie Madikizela-Mandela.

W 1976 w Soweto (całkiem niedaleko domu Mandeli zresztą) wybuchło powstanie przeciwko polityce rządowej, zgodnie z która edukacja w szkołach miała być prowadzona wyłącznie w Afrikaans, a nie w ojczystych językach mieszkańców. Na ulice wyszło 10 tys. uczniów liceum, a w czasie zamieszek zginęło 23 osoby, w tym chłopak o nazwisku Hector Pieterson, który dziś uznawany jest za bohatera powstania. W tym miejscu dziś znajduje się plac upamiętniający te wydarzenia.

Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym (bo pocztówkowym) symbolem Soweto są dwa sąsiadujące ze sobą kominy dawnej elektrowni (wyłączono ją w 1998 roku). Oprócz swoich kolorowych fasad słyną z tego, że z łącznika między nimi można skoczyć na bungee.



Muzeum Apartheidu

Na koniec o najlepszym muzeum w całym RPA – Muzeum Apartheidu. Niespodzianka czeka na zwiedzających już od samego początku: istnieją dwa rodzaje biletów, ale nie można wskazać, który by się chciało kupić, bo są przydzielane losowo. O co chodzi? Na bilecie wydrukowane jest określenie „dla białych” lub „dla czarnych/kolorowych”, i w zależności od tego, co mamy na bilecie, kierujemy się do odpowiedniego wejścia (uwaga: można oszukiwać, bo elektroniczne czytniki nie działają tak jak powinny).  To, co ogląda się do przekroczenia barierek do samego do budynku muzeum, różni się w zależności od wyboru: są to w różny sposób pokazane historie ludzi różnych ras i jak z ich punktu widzenia wyglądała kwestia apartheidu i jak wyglądało życie po stronie, na której przyszło im żyć. Na przejście wszystkich wystaw trzeba poświęcić 1,5 – 2h, ale zdecydowanie warto, bo historia apartheidu jest tyle ciekawa, co brutalna.

 

 

 

1 komentarz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.