Łańcut - zawsze dobre wspomnienia

Od zawsze miałem dobre skojarzenia z Łańcutem – szczególnie, że kiedyś pojechałem tam wraz z kolegami ze szkoły muzycznej w czasie Muzycznego Festiwalu (który zresztą odbywa się do dziś). Było to przy okazji przyjazdu młodzieży z Włoch, na której – jak pamiętam – zamek i park wokół zrobił wielkie wrażenie. A były to czasy, kiedy takie miejsca mogły marzyć o porządnej renowacji, kolejnych galeriach czy atrakcjach, które by przyciągnęły turystów.

Łańcut zawsze po prostu kojarzył się z czymś wspaniałym i wyszukanym – elegancją, sztuką, pięknem. I po ostatniej wizycie w mieście wiem, że wciąż tak tam jest, ale równocześnie Łańcut stał się niezwykle popularnym miejscem wśród turystów i być może jedną z największych atrakcji Podkarpacia. Nie pamiętam, żeby kiedyś zamek – czyli turystyczny magnes – chciało obejrzeć tak wiele osób. Oczywiście tym samym chwali się, że wprowadzony jest tam system godzinowy, który pozwala ruch w tym obiekcie regulować. Ponadto wybrałem się na zwiedzanie zamku w poniedziałek, w którym wnętrza pałacowe, powozownie i ogrody można zwiedzić bezpłatnie.
W moim przypadku było tak, że została wyznaczona konkretna godzina na zwiedzanie pałacu oraz konkretna godzina na zwiedzanie powozowni. W każdej takiej sesji bierze udział kilkanaście osób. Czas pomiędzy wykorzystałem na przejście się po ogrodach. Oprócz trzech wymienionych miejsc na terenie pałacowym jest storczykarnia i galeria ukraińskiej sztuki sakralnej, jednak oba te obiekty były nieczynne ze względu na pandemię. Mnie osobiście interesowało zwiedzenie tego drugiego miejsca, zwłaszcza że już kiedyś byłem w Sanoku, gdzie w zamku jest największa na Podkarpaciu, a może nawet w Polsce kolekcja ikon i chciałem porównać obie galerie.

Krótko o Łańcucie

Z ogólnych informacji napiszę tylko, że zamek w Łańcucie zbudowany został jako nowoczesna rezydencja typu „palazzo in fortezza”, tj. posiadał cechy obronne w I połowie XVII wieku, z inicjatywy wojewody krakowskiego Stanisława Lubomirskiego. W II połowie XVIII wieku, ówczesna właścicielka Łańcuta – Izabella Lubomirska – przebudowała fortecę w zespół pałacowo-parkowy, czyniąc z niej okazałą rezydencję – właśnie w takim kształcie przetrwała ona do dzisiejszych czasów. Oczywiście największe wrażenie robi wyposażenie – nieco kiczowate – ale bardzo dobrze zachowane. Są tu i obrazy, i grafiki, meble, instrumenty muzyczne, srebra, porcelana, szkła, tkaniny i księgozbiór. Wnętrza są bardzo zadbane i czyste – do tego stopnia, że na czas zwiedzania na buty zakłada się foliowe pantofle, co by nie uszkodzić zabytkowych podłóg.

Więcej niż pałac

Zespół pałacowo-parkowy to nie tylko zabytkowe wnętrza, ale również największy w Polsce zbiór karet, bryczek, powozów i sań. W Łańcucie jest jedyna magnacka wozownia na świecie z Muzealną Kolekcją Pojazdów. Największą wartość ma kolekcja pojazdów konnych należących do rodziny Potockich i pochodzących od renomowanych producentów z Londynu, Paryża i Wiednia. Ściany powozowni zdobią liczne trofea przywiezione przez ostatniego właściciela z safari w roku 1924. Dodatkowo przy eksponatach są multimedialne wyświetlacze, które opisują każdy obiekt.

Ogród pałacowy łańcuckiej rezydencji, który urządzony jest w stylu angielskim (z rzeźbami, posągami, fontanną i jeziorkiem) powstał na przełomie XVIII i IX wieku. Na jego terenie rosną rzadkie gatunki drzew, egzotyczne rośliny, a także wiele gatunków kwiatów. Ponadto można tam odnaleźć oranżerię, stajnie i kort tenisowy.

Więcej o godzinach zwiedzania i pakietach cenowych można przeczytać na stronie muzeum.

Łańcucka synagoga

Choć to oczywiście zamek jest wizytówka Łańcuta, muszę się przyznać, że podczas mojej ostatniej wizyty miejscem, które chciałem zobaczyć najbardziej była łańcucka synagoga. Jak szybko można się zorientować oglądając wnętrza, synagoga w Łańcucie jest jednym z najlepiej zachowanych żydowskich bożnic w Polsce. Została zbudowana w II połowie XVIII wieku z fundacji hrabiego Stanisława Lubomirskiego. W czasie II wojny światowej budynek został podpalony przez hitlerowców, ale udało się go uratować dzięki interwencji ówczesnego właściciela zamku – Alfreda Potockiego.

Z zewnątrz synagoga wygląda raczej niepozornie, a wyróżnia ją tylko babiniec (część dla kobiet). W przedsionku synagogi zobaczyć można macewy, które pochodzą ze zniszczonych przez Niemców dwóch łańcuckich cmentarzy żydowskich, a w prawej części budowli – małą salę modlitewną (zwaną lubelską), w której odbywały się posiedzenia sądu rabinackiego. Największe wrażenie robi jednak główna, bogato zdobiona sala synagogi z centralnie ulokowaną bimą (czyli mównicą, skąd kantor prowadził modły). Nad nią znajduje się ponad stuletnia polichromia z biblijnymi scenami kuszenia Adama, ofiary Kaina i Abla, Arki Noego i ofiary Izaaka. Na wschodniej ścianie synagogi zobaczyć można Aron ha-kodesz, czyli wnękę mieszczącą w przeszłości szafę do przechowywania zwojów Tory. Wnętrze zdobi bogato profilowany i kolorowy gzyms syryjski. Powyżej niego wiją się arkady z tekstami hebrajskich modlitw, znakami zodiaku i oznaczeniami żydowskich świąt.
W czasie mojej wizyty kustosz (czy opiekun) synagogi przygotowywał się do przyjęcia wycieczki szkolnej, więc o miejscu opowiedział mi bardzo pobieżnie, jednakże w internecie zbiera same pochwały i ponoć wylewnie dzieli się swoją wiedzą ze zwiedzającymi.
W teorii zwiedzanie synagogi możliwe jest od maja do sierpnia w soboty i niedziele, w godz.
11:00–17:00, po wcześniejszej rezerwacji mailowej: fodz@fodz.pl (wejście – 7 zł). W praktyce może się zdarzyć, że będzie ona otwarta także poza tymi godzinami.

 

Więcej wrażeń w Markowej

Jeżeli jeszcze komuś za mało wrażeń, prosto z Łańcuta można pojechać do niewielkiej wsi Markowa. Wieś może i mikroskopijna, ale atrakcje raczej cięższego kalibru. Są to dwa miejsca trochę jak jak yin i yang: skansen z prawdziwego zdarzenia dokumentujący życie na podkarpackiej wsi oraz nowoczesne muzeum poświęcone historii rodziny Ulmów, ratujących żydów w czasie II wojny światowej. Z Łańcuta do Markowej jechałem rowerem, ale kolejnego dnia. Niestety tuż przed skansenem poszła mi dętka, co nieco zniwelowało moje plany i musiałem zrezygnować ze zwiedzania Przeworska i Jarosławia.

 

Skansen, czyli życie na łańcuckiej wsi

Muzeum na wolnym powietrzu w Markowej jest jednym z popularnych podkarpackich skansenów. Zobaczyć można w nim zabudowę charakterystyczną dla regionu łańcucko-przeworskiego. Do zwiedzenia są pochodzące z przełomu XIX i XX wieku obiekty, takie jak: chałupa kmieca, stajnie, stodoła z wozownią, spichlerz, chałupa „biedniacka" z chlewikiem, ule skrzyniowe kryte strzechą, kierat i studniea z żurawiem, a także zrekonstruowana kuźnia z zabytkowym wyposażeniem. Interesujące są również zgromadzone pamiątki, przedmioty codziennego użytku (w tym sprzęt rolniczy i gospodarstwa domowego) oraz wyposażenie pochodzące z remizy. Największe wrażenie zrobił na mniej bardzo fotogeniczny wiatrak-koźlak. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, ale muszę się przyznać, że jadać od strony Łańcuta wszedłem na teren skansenu z niewłaściwej strony i… zwiedziłem właściwie wszystko sam. Nie róbcie tego!

 

Historia podana w nowoczesny sposób

Ale Markowa – jak już wspomniałem – to nie tylko skansen. Wystarczy kilka minut spaceru w dół wsi, w stronę drogi prowadzącej do Przeworska, aby już w oddali zobaczyć budynek, który jest zupełnym przeciwieństwem starych chałup, wiatraków i kuźni. Bryła budynku jest nowoczesna i przeszklona, choć nie jakoś szczególnie zjawiskowa. Trochę się ucieszyłem dochodząc do celu, bo pod budynkiem stało dużo rowerów. Okazało się, że to wycieczka szkolna, a opiekunka tej grupy miała nawet pompkę rowerową. Niestety na niewiele się ona zdała – po prostu dętka w moim rowerze była przebita do tego stopnia, że pompowanie nic już nie dało. Pozostało więc tylko zwiedzić muzeum, gdzie główną częścią jest multimedialna prezentacja opowiadającą o losach rodziny Ulmów z Markowej, zamordowanej 24 marca 1944 roku wraz z ukrywanymi przez nią żydami. Ciekawy jest także zaaranżowany dom (z sypialnią i warsztatem stolarskim) Wiktorii i Józefa Ulmów. Znajdują się w nim meble, książki, świadectwa szkolne i inne pamiątki rodzinne. Można także zapoznać się z historią społeczności żydowskiej na Podkarpaciu i jej eksterminacji. Wszystkim eksponatom towarzyszą podpisy w języku polskim, angielskim i hebrajskim. Muzea w Markowej zwiedziałem we wtorek, który jest bezpłatnym dniem zwiedzania.

 

Na koniec wyjaśnię, że ostatecznie znalazłem w Markowej sklep rowerowy, gdzie moja dętka została wymieniona. W ten sposób mogłem ruszyć w stronę Przeworska.