Mostar w Bośni i Hercegowinie: to nie tylko Stary Most

3 Komentarze |

Mostar słynie na świecie z jednego – Starego Mostu. Jednak nie znaczy to, że to jedyne miejsce, które warto zobaczyć w nieformalnej stolicy Hercegowiny. Bruce Lee, Wieża Snajpera i wszechobecny street art mówią tyle samo o mieście, co skaczący w lodowatą wodę Neretwy młodzi nurkowie. To bardziej niż przyzwoite miejsce na całodniową wycieczkę lub bazę wypadową, jeśli chce się zobaczyć bośniackie wodospady Kravica. Szczególnie warto tu przyjechać wiosną, kiedy rzeka nabiera turkusowego kolory, a do miasteczka nie zjechały jeszcze tłumy turystów. Warto pamiętać, że ze względu na niewielkie rozmiary starego miasta, ich obecność daje się wyjątkowo we znaki…
Ja przyjechałem do Mostaru z Dubrownika autokarem. Najpierw trasa ciągnie się wzdłuż chorwackiego wybrzeża, następnie przekracza się po raz pierwszy granicę z Bośnią (gdzie następuje krótki postój w turystycznej miejscowości Neum – jednym resorcie nadmorskim w B&H), tylko po to, żeby po kwadransie jazdy znów znaleźć się w Chorwacji. Wtedy odbija się już na wschód, gdzie w mgnieniu oka, całkowicie odmienia się krajobraz i zaczynają dominować zielone wzgórza.

Stary Most

Mostar Stary Most

Mostar Stary Most

Nazwa miasta wzięła się właśnie od niego – Starego Mostu. Ta kamienna konstrukcja to arcydzieło architektury osmańskiej. Został zamówiony przez nikogo innego jak Sulejmana Wspaniałego. Budowa rozpoczęła się w 1557 roku i trwała 10 lat. Elegancki w swej prostocie most składa się z pojedynczego łuku o szerokości 30 metrów i wysokości 24 metrów i łączy brzegi rwącej rzeki Neretwa. Po każdej jego stronie znajdują się wieże – masywne konstrukcje kamienne, które stoją one w ostrym kontraście z opływową sylwetką mostu. W oryginalnym kształcie przerwał długie wieki, by wreszcie w czasie brutalnej wojny domowej, tak jak większość miasta, ulec całkowitemu zniszczeniu. Po zakończeniu wojny w Bośni, został zrekonstruowany głównie z oryginalnych materiałów i w 2004 roku oddany do użytku. Dziś jest symbolem miasta, być może nawet całego kraju. Skoki do Neretwy z najwyższego punktu mostu były próbą odwagi dla miejscowych mężczyzn w zasadzie od zawsze. Oczywiście nie robią tego tylko po to, żeby coś komuś udowadniać. To także ich sposób na zarobek. Skoczkowie (może nieco zbyt agresywni) zbierają od turystów pieniądze – jeśli zbiorą odpowiednią kwotę, proszą o aplauz i szykują się do show. Można też zapytać o prywatny kurs skoków do wody…

Meczet z widokiem na Most

Oczywiście spacer Starym Mostem jest kulminacyjnym punktem zwiedzania Mostaru – dlatego tę atrakcję zostawiłem sobie na nieco później. Wcześniej wybrałem się zobaczyć go w pełnej okazałości… z oddali.  W mieście jest tylko jedno miejsce,  gdzie to można to zrobić: chodzi o Meczet Koski Mehmed-Paszy. Został on wzniesiony w 1617 r. i  poważnie uszkodzony podczas wojny domowej. Jako jedyny mieście może pochwalić się oryginalnymi malowidłami i dekoracjami z czasów Imperium. Na jego dziedzińcu, do którego można się dostać przez dostojną bramę, znajduje się budynek medresy (szkoły koranicznej), fontanna (do ablucji) i mały cmentarz, a za nim ulubione miejsce turystów – każdy przychodzi sobie tutaj na sesję na tle mostów. Jednak znacznie lepszy widok jest z tarasu widokowego w minarecie – zwłaszcza, że chyba nie zagląda tutaj zbyt wiele osób. To kwestia bardzo wąskich krętych schodów czy opłaty, tj. 6€? No właśnie, w Mostarze wszędzie – oprócz kas kolejowych – można płacić euro (było to możliwe nawet w przechowywali bagażu na dworcu autobusowym).

Turkusowa Neretwa

Mostar rzeka Neretwa
Dzika, nieprzewidywalna, niezwykle niebezpieczna – takimi przymiotnikami mieszkańcy Mostaru określają rzekę, która łączy części miasta: zachodnią – chorwacką i wschodnią – bośniacką. Jest przy tym krystalicznie czysta, a jej turkusowa barwa to nie efekt zabawy w Photoshopie, ale jej autentyczny kolor. Pomyślcie dwa razy zanim zdecydujecie się do niej wejść – woda jest lodowata (nawet skoczkowie zakładają pianki). Ale znalezienie spokojnego miejsca nad którymś z jej brzegów nie stanowi żadnego problemu – nawet w okolicach Starego Mostu (szczególnie rano). Warto wiedzieć, że dwa brzegi miasta łączą jeszcze inne mosty – polecam spojrzenie na rzekę i miasto także z tej perspektywy.

Kujundžiluk – stary bazar

W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać – nie przepadam za nimi. Czy to w Sarajewie, Skopje, czy w Mostarze – „stare” bazary na Bałkanach kojarzą mi się ze sfabrykowanymi na potrzeby turystów maszynkami do produkcji euro, gdzie autentyczność sprzedawanych przedmiotów i pamiątek można udowodnić co najwyżej w Chinach. Z jedzeniem jest lepiej, bo ilość przewijających się tutaj osób, zmusza restauratorów do gotowania na bieżąco. Ale i z tym bywa różnie: zamówiony przeze mnie talerz specjałów bałkańskich (cevapi, burek, nadziewane papryczki) był przyzwoity, ale daleki pod względem smaku i ceny od tego, co jadłem choćby później w Sarajewie. Ale taki to już urok miejsc takie jak. Nie mniej jednak, żaden z restauratorów, czy sprzedawców butów, szali, ozdób, magnesów, skórzanych dodatków i miedzianych naczyń nie był nachalny. Poza tym cały teren bazaru jest stosunkowo niewielki i całość można bezboleśnie obejść w kilka minut. To pozycja obowiązkowa i nieunikniona, ale poszukując autentycznej „bałkaniki” lepiej odwiedzić Dom Turecki (Kajtaz). Ten historyczny budynek znajduje się z niewielkiej bocznej uliczce, a jego najatrakcyjniejszą częścią jest dawny harem.

Wieża snajpera

W Mostarze nie brakuje zniszczonych i opuszczonych budynków. Jednak ten miał coś wyjątkowego – był najwyższym budynkiem w mieście. Do wejścia do zrujnowanego banku „zachęca” tabliczka ze strzałką wskazująca schody. To nieoficjalne wejście, które utorowali sobie grafficiarze i inni miejscy eksploratorzy. Miasto odradza wizytę w budynku – władze zamurowały oficjalne wejście. Kas i sejfów tu nie ma – zamiast nich, na 10 piętrach, znajduje się galeria streetartu. Jej namiastka widoczna jest już zresztą z zewnątrz. Dodatkowo wszędzie w budynku gruz, szkło, a w piwnicy – woda. Wejście na dach gwarantuje ponoć najlepsze widoki na okolice – na pewno coś na ten temat mieli by do powiedzenia snajperzy, dla których bank stał się „miejscem pracy”.

Bruce Lee

Pomnik Bruce’a Lee to chyba najdziwniejsza rzecz, jaką widziałem w Mostarze. Dlaczego właśnie ta postać filmowa stoi w parku Zrinjski? Ma rzekomo polemizować z koncepcją starych i nowych symboli poprzez połączenie klasycznej formy z popkulturową tematyką. Oryginalna mieniąca się na złoto figura kultowego bohatera filmów kung-fu została zniszczona – uznano ją za prowokację, która miała strywializować wieloetniczność Mostaru. Pomnik został jednak odnowiony. I oto dziś, między centum kultury i placem zabaw, stoi sobie jakby nigdy nic ikona chińskiego kina akcji.

Mostar – Sarajevo

Rzadko kiedy podróż pociągiem może być tak ekscytująca. Jeśli Waszym środkiem transportu po Bałkanach nie jest samochód, trasę z/do Sarajewa najlepiej odbyć pociągiem – przede wszystkim dla niesamowitych widoków. Dodatkowe atuty to cena przejazdu (9,90 KM w jedną stronę i 15,90 KM w obie strony) i komfort podróży: trasę o długości 129 km od połowy 2017 r. obsługują nowoczesne klimatyzowane pociągi Talgo z bezprzedziałowymi wagonami, w których dostępne jest wifi (choć jakość połączenia pozostawiała wiele do życzenia). Aktualny rozkład jazdy można znaleźć na stronie kolei bośniackich; podróż zajmuje niecałe 2h. Bilety kupuje się w kasie i choć potrzebna jest rezerwacja miejsc, nikt nie zostaje odprawiony z kwitkiem. Co ciekawe, sam zakup biletu to niezła biurokracja: wypisanie kilku druczków zajmuje kasjerce co najmniej dobrych kilka minut.

Sztuka w ruinach

Prace artystów zajmujących się streetartem obecne są w Mostarze na każdym kroku: na nowych blokach, nigdy nieodnowionych budynkach i murach. Już dziś jest ich w mieście ponad setka, a co roku przybywa nowych. Wiosną organizowany jest cykliczny festiwal sztuki ulicznej. W ostatnim czasie najwięcej prac powstało wzdłuż ulicy Aleksy Šantića (równoległej do zachodniego brzegu rzeki), która w czasie wojny była linią frontu chorwacko-bośniackiego. W poszukiwaniu innych „okazów” można wybrać się także do dzielnicy Konak (dawnej bazy wojskowej) i okolic wspomnianej wcześniej Wieży Snajpera.

3 komentarze

  1. Dorota

    Mnie zafascynowaly keszcze róże mostaru, zapomniane pomniki bohaterow II wojny światowej i wojna miedzy kibicami mostarskich drużyn piłkarskich na ścianach domów:) Chciałabym tam wrócić…

    Odpowiedz
  2. Aleksandra Mazur

    Fajny film, śliczne zdjęcia, no i góry. Góry są zawsze super! Nie sądziłam że w Hercegowinie jest tyle atrakcji. Czy tam jest obecnie bezpiecznie dla turystów?

    Odpowiedz
    • Dawid Mikoś

      Dziękuje za komentarz… Jestem naprawdę zauroczony naturą w B&H. A co do pytania. Jest tam tak samo (nie)bezpieczniej jak w Polsce 🙂

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.