Matla – od kilku lat ulubiony kierunek wakacyjny Polaków. Mała wyspa na Morzu Śródziemnym, dawna kolonia brytyjska gdzieś na Morzu Śródziemnym przez lata słynąca ze szkół języka angielskiego. Dzisiaj tanie loty sprawiają, że podróż jest szybsza i tańsza niż z jednego polskiego miasta do drugiego.
To co, Wy też wskakujecie w samolot i lecicie? Stop! Zanim śmieszne ceny biletów sprawią, że Wasze serca zaczną szybciej bić na myśl o tej wycieczce, przeczytajcie i pomyślcie, czy faktycznie warto na Maltę ostatecznie polecieć… Oczywiście wszystko można potraktować bardzo poważnie, albo z przymrużeniem oka…
Oto 10 powodów, dla których NIGDY nie lecieć na Maltę:

 





 

1. Malta jest tak małą wyspą, że w ciągu maksymalnie dwóch godzin można dostać się z jednego jej końca na drugi.

Zaczęliście się więc dusić? A może tak się rozpędziliście w swoim podróżowaniu, że wpadłeś do morza? Malta jest wyspiarskim państwem-miastem, które może pochwalić się mocnym skondensowaniem atrakcji dla plażowiczów,  osób lubiących naturę, a także kulturę. Pamiętać trzeba tylko o tym, że wszystko to serwuje się tutaj w mikro-skali. Miejscowości, do których dotarcie miejskim autobusem może zająć godzinę nie mają aż tyle atrakcji, żeby każdemu z nich poświęcać cały dzień, cóż – w niektórych przypadkach nawet kilka godzin może wydać się  marnotrawstwem.

 

2. Malta na naukę języka angielskiego? Nic bardziej mylnego.

Większość Maltańczyków oczywiście angielski zna, ale między sobą porozumiewa się po maltańsku (co zresztą zrozumiałe) – języku, który jest połączeniem arabskiego z mocnymi wpływami włoskiego, a w mniejszym stopniu – także angielskiego. W związku z tym, nawet w czasie jednej rozmowy usłyszy się wybuchową mieszankę zwrotów z nich wszystkich. Oczywiście są tu wszędzie angielskie napisy, w sklepach i restauracjach wszyscy po angielsku Cię obsłużą, ale wydaje mi się, że jedynym powodem, dla którego ktoś mógłby wybrać Maltę na miejsce nauki angielskiego jest… łagodny klimat i piaszczyste plaże. Zaraz, to chyba jednak lepiej niż w deszczowym Londynie… czy jednak nie?

 

3. Pewnie jeszcze przez długo śnić mi się będzie krzyk hiszpańskich emerytowanych turystek, które dowiedziały się, że zamiast do autobusu 12 wsiadły do numeru 82 i jadą w niewłaściwym kierunku. Zapamiętam także ich duszące zapachy i to, że dostałem torebką po głowie. Najśmieszniejsze to, że był to dopiero kwiecień i było daleko do pełni sezonu brakowało jeszcze kilku tygodni…

Na Malcie można spotkać turystów głównie z Europy, szczególnie emerytów z Anglii, Niemiec, trochę Skandynawów, Hiszpanów, a także Polaków (choć głównie młodych). Zaczęli się też pojawiać turyści z Chin. Jeśli więc międzynarodowe towarzystwo to coś, bez czego nie wyobrażasz sobie udanych wakacji, na Malcie poczujesz się jak ryba w wodzie. To jak multikulturowa kolonia, której uczestników widuje się w ciągu dnia na plażach, a wieczorem w restauracjach nad deptakiem w Sliemie lub – to już dotyczy trochę młodszych – przekrzykujących dudniącą muzykę w Paceville. Turystyka na Malcie to poważna gałąź gospodarki – rocznie wysepkę odwiedza 1,3 mln turystów. Właśnie takich turystów.

 

4. Chcesz wprawić Maltańczyka w zakłopotanie? Zapytaj go, gdzie na Malcie można zobaczyć dobrą sztukę (w sensie: muzea, nie sztukę mięsa)…

Może w prywatnych mieszkaniach. Na budynkach nie zobaczy się żadnych grafitti czy murali – to nie pasuje ani do tej architektury, ani do kultury. Ale czy na Maltę faktycznie jedziemy, żeby podziwiać współczesne malarstwo, rzeźbę i streetart? Trzeba było lecieć do Londynu, albo Berlina. Desperatom (takim jak ja) polecić można jedynie Muzeum Sztuk Pięknych w Valletcie. Oprócz mnie muzeum przemierzały dwie pary angielskich emerytów.

 

5. Pizza, pasta… gdzieś już to jadłem.

A czego się spodziewać, skoro włoska Sycylia znajduje się raptem 80 km stąd. Na pizzę i makarony można trafić tu różne – w Piccolo Padre w St Julians zjadłem wykwintną pastę z owocami morza, a tuż obok – pizzę z tuńczykiem, który smakował jak z puszki. Na Gozo, w knajpie polecanej przez Lonely Planet spaghetti smakowało pięć razy gorzej niż w małym niepozornym bistro tuż przy hotelu, gdzie było świeże i wyśmienite.

Ale pozostawiając te włoskie lepiej lub gorzej przyrządzone przysmaki na bok – z maltańskich smakołyków można tu spróbować fenkati, czyli królika (chociażby jako gulaszu lub duszonego w winie), zupy rybnej i świeżych owoców morza. Mały głód świetnie zaspokoją różnego rodzaju nadziewane wypieki serwowane na ciepło (z grzybami, szpinakiem, kozim serem). Warto zapić lokalnym winem – mnie smakowało białe domowe, które serwowano w knajpie na Gozo.

Choć Tunezja znajduje się niecałe 300 km stąd, a historia Malty ma wiąże się z arabskimi podbojami, ciężko wypatrzeć jakieś mocniejsze akcenty charakterystyczne dla kuchni Maghrebu.

 





 

6. Jeśli coś jest tanie, to jest kiepskiej jakości? Bilety powrotny na Maltę –  200 zł, nocleg w hotelu *** – 100 zł. Wnioski? Dlaczego lot na Maltę był tak tani? Wyjazd na Kretę, Ibizę, Wyspy Kanaryjskie czy Maderę to wydatek kilkakrotnie wyższy.

Linie lotnicze chcą rozpromować nową trasę? Malta dopłaca liniom za reklamę regionu? Jakkolwiek brzmi odpowiedź na to pytanie, prawda jest taka, że wakacje na Malcie to jedna z najtańszych możliwości spędzenia urlopu. Ten fakt potwierdzają dodatkowe tanie bilety komunikacji publicznej i niskie ceny w supermarketach. O ile jedzenie w restauracji jest trochę droższe niż w Polsce (za drugie danie trzeba dać 10 euro), to jeśli zdecydujemy się na catering we własnym zakresie, może okazać się to bardzo ekonomiczny wyjazd. Czyli jest tanio, ale czy znaczy, że warto tam od razu lecieć?

 

7. Malta to do bólu konserwatywny kraj… jak na europejskie standardy

Katolicyzm odgrywa znaczącą rolę w codziennym życiu mieszkańców, mimo że połowa Maltańczyków nie uznaje się na praktykujących chrześcijan. Niemniej jednak – to zachowawczy i powściągliwy naród (choć jak najbardziej sympatyczny). Nie spodziewaj się więc żadnych ekstrawagancji – największą z nich mogą być tylko kolorowe hawajskie koszule noszone przez turystów… Co do samej religii, to wieki mocnego wpływu Kościoła katolickiego obserwuje się w nazwach miast i ulic, a także w sposobie jak przyozdobione są drzwi domów (jezusowe i maryjne emblematy) i skrzyżowania (pokaźnych rozmiarów figury i kapliczki).
Poza tym na Malcie jest po prostu nudno…

 

8. Publiczne wifi nie jest publiczne.  

Po co reklamować darmowe wifi w miastach, skoro nie można z niego normalnie skorzystać? W hotelach, o ile w ogóle będzie dostępne, to sytuacja będzie wyglądała tylko troszkę lepiej. Dobrze, że chociaż na lotnisku i w części restauracji  działa wszystko normalnie i szybko.

A swoją drogą – po co Ci to wifi? Nie dosyć, że szybciej pada bateria w telefonie, to nie musisz wszystkich zdjęć wrzucać od razu na Instagrama.
(Wprowadzenie roamingu na połączenia w granicach Unii Europejskiej nieco obniża rangę temu punktowi…)

 

9. Co z tą kawą? 

Wydawało się, że kraj, który ma tyle w swojej historii wspólnego z położonymi na północ Włochami będzie potrafił dobrze zaparzyć kawę. Niestety to tylko mit: ani w hotelu, ani w kawiarniach nie potrafili zrobić dobrej americany, latte, ani espresso. Nie wspomnę już, że Starbucksów tam nie uraczysz (to, czy w Starbuckie jest dobra kawa to już oddzielna kwestia).

 

10. Maltańczycy są mistrzami marketingu. Wypromowali się na świecie jako miejsce, gdzie można nauczyć się angielskiego, leżeć na plaży i bawić się do białego rana w klubach.

Malta jest bezsprzecznie dobrym miejscem na tzw. city break, szczególnie jeśli jedzie się ze znajomymi lub jeśli jest się młodą parą (z dziećmi). Nie jest to miejsce na osób szukających przygód, mocniejszych wrażeń, ani adrenaliny. Samotni podróżnicy będą umierać tu z nudów. Mój pobyt na Malcie nie był może aż tak zły jak wynika z powyższego opisu i nie zniechęcił mnie bynajmniej do dalszych podróży. W kolejnym wpisanie o najciekawszych według mnie miejscach na Malcie dla miejskich eksploratorów.

 

A jakie Wy macie doświadczenia z podróży na Maltę? Są podobne czy odmienne od moich? Będę wdzięczny za każdy komentarz!

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!