Iracki Kurdystan

Iracki Kurdystan to region w północnym Iraku. Choć formalnie jest częścią tego kraju, autonomia ma własnego prezydenta, parlament i system wizowy. Kurdowie cieszą się dużą niezależnością, a większość Irakijczyków uważa, że życie tam jest łatwiejsze i lepsze. Dlaczego? Główne powody to większe bezpieczeństwo, mniejsza korupcja i bardziej liberalna obyczajowość. Warto wiedzieć, że Kurdowie zamieszkują też graniczne rejony Turcji, Syrii i Iranu, jednak tylko tutaj cieszą się oni największą swobodą i być może kiedyś to właśnie tutaj powstanie państwo kurdyjskie.

Mój plan podróży

Podczas mojej wizyty w tym regionie odwiedziłem miasta: Duhok, As-Sulajmanijja, Halabdża, wioskę Lalisz oraz stolicę regionu – Irbil, któremu poświęciłem oddzielny artykuł. Jeśli planujecie podróż po północnym Iraku, polecam zapoznać się z ogólnymi informacjami na temat wyjazdu do autonomii kurdyjskiej.



Irbil

Do Irbilu trafimy prędzej, czy później. Jako stolica regionu, jest doskonale skomunikowany z resztą autonomii, jak i południowym Irakiem. Choć historia miasta sięga kilka tysiącleci wstecz, liczący na historyczne zabytki, srogo się rozczarują. Tak właściwie, poza górującą nad centrum miasta cytadelą, nie wiele jest tu zwiedzenia. To centrum biznesowe Kurdystanu, które rozwija się z ekspresowym tempie – kto wie, być może za kilka lat będzie najbardziej rozwiniętym miastem Iraku, a może i Bliskiego Wschodu. Póki co, warto spędzić tutaj chociaż jeden dzień. To dobre wprowadzenie do irackiego Kurdystanu.



Duhok

Duhok położony jest w strategicznym miejscu między dwoma pasmami górskimi. Historycznie był ważnym miatem na szlaku handlowym  prowadzącym przez ziemie Iraku, Turcji i Syrii. Jego nazwa pochodzi od podatku, który został nałożony na przechodzące karawany (du oznacza dwa; a hok – bryłę). Obecnie jest jednym z najbogatszych miast Kurdystanu i mieszkają tu kurdyjskie elity.

Pierwsze miejsce, które chciałem zobaczyć w Duhoku to tama. Zapora powstała w 1988 r., a jej głównym celem było zapewnienie wody do nawadniania. Jest budowa spowodowała utworzenie zbiornika wodnego położonego malowniczo przy paśmie górskim. Spacer w rejony tamy zajmuje ok. 30 minut, a po drodze mija się dość kiczowate sztuczne wodospady, które ponoć są popularną atrakcją.  W samym mieście do obejrzenia jest też duży kryty bazar i sąsiadujący z nim Wielki Meczet. Duhok to pierwsze większe miasto w drodze z Turcji, ale nie zdziwcie się, jeśli w internecie nie znajdziecie żadnych hoteli. A ich jest całkiem sporo – po prostu nie mają potrzeby się reklamować. Za ok. 25$ można przenocować w samym centrum miasta (ja spałem w hotelu Dolphin).

Duhok Irak Kurdystan tama
Duhok Irak Kurdystan suk
Duhok Irak Kurdystan wystawa flaga

Lalisz

Świątynia w wiosce Lalisz to najważniejsze miejsce kultu jazydów. Także dla mnie była to kulminacja wizyty w irackim Kurdystanie. Kim są jazydzi? To etniczni Kurdowie, którzy mimo ucisku i groźby zagłady, przez wieki utrzymywali przy życiu swoją synkretyczną religię.

Została ono założona z XI wieku i wywodzi się od zoroastrianizmu. Tak jak wyznawcy starożytnej perskiej wiary, jazydzi czczą ogień jako przejaw obecności boskiej. Można się w niej także doszukać domieszek chrześcijaństwa (chrzest) i islamu (obrzezanie).

Wieś Lalisz została założona co najmniej 4 tysiące lat temu i uważa się, że najpierw modlili się tu starożytni Sumerowie i inne wczesne ludy Mezopotamii. Większość wyznawców jezydyzmu pielgrzymuje do małej górskiej wioski przynajmniej raz w życiu. Wierzą, że Lalisz to miejsce, gdzie Arka Noego po powodzi dobiła do suchego lądu, a zatem jest to miejsce narodzin nowej cywilizacji. Podczas pielgrzymki, wyznawcy piją świętą wodę źródlaną z jednego z potoków. Ponadto znajduje się tu grób założyciela ich wyznania.

Po wiosce Lalisz nie można chodzić w butach, w szczególności zabronione jest to w samej świątyni. Nie można też nadepnąć na żaden znajdujący się w niej próg, szczególnie w drzwiach wejściowych. Ciekawostką jest, że nigdzie nie zobaczymy ubrań i ozdób w kolorze niebieskim. Zmuszanie do chodzenia w ubraniu o takim kolorze jest jedną z czynności poniżających jazyda.

Wyznawcy jezydyzmu celebrują upadłego anioła zwanego Melek Tawwus. Jest on przedstawiany jako postać z pawim ogonem. W tradycji jazydów Melek Tawwus otrzymał przebaczenie od Boga i powrócił do nieba. Ponieważ symbol pawia w islamie kojarzony jest z Szatanem, jazydzi uznawania są za wyznawców diabła.

 

O irackich wyznawcach jezydyzmu zrobiło się głośno w 2014 roku, kiedy mniejszość religijna stała się celem ataków ISIL (Państwa Islamskiego). Ludobójstwo spowodowało, że wielu z nich zostało zmuszonych do opuszczenia swoich wiosek w północnym Iraku, szczególnie tych wokół góry Sindżar – kolejnego świętego dla nich miejsca. Pierwszego dnia zginęło blisko 3 tysiące osób, a 13 tysięcy jazydów trafiło w ręce handlarzy niewolników. Jednak nie był to pierwszy zamach na tę mniejszość, gdyż prześladowali oni byli jeszcze w czasach Imperium Osmańskiego. A nie tak dawno, bo w 2007 roku muzułmańscy terroryści przeprowadzili atak na nich w miejscowości Al-Kahtanijja. W jego wyniku zginęło około 800 osób.

Wioska znajduje się blisko obozów, w którym obecnie mieszkają. Jednak trafić tu bez własnego auta jest ciężko. W drodze z Erbilu lub Duhoku trzeba poprosić kierowcę dzielonej taksówki, żeby zatrzymał się w pobliżu najbliższej dużej wioski. Stąd czeka nas 20 km marszu. Można też wsiąść taksówkę w Duhoku (ok. 80 zł), lub liczyć na łut szczęścia i złapać autostop. Na terenie wioski znajduje się dużo mniejszych świątyń – niektóre z nich są otwarte i można zajrzeć do ich środka. Przed wejściem układane są różne słodycze w sreberkach i zostawiane dinary. Po głównej świątyni oprowadzał mnie członek rodziny, która się nią opiekuje. Choć wstęp jest bezpłatny, mile widziany jest datek.



Sulajmanijja Irak Kurdystan park

As-Sulejmanijja

W As-Sulejmaniji spędzałem ostatni dzień 2018 roku. Ktoś na miejscu powiedział mi, że współczuje mi, że musiałem spędzić ten dzień w Iraku, ale ja nie miałem nic przeciwko. Jak wyglądają obchody sylwestra w północnym Iraku? Większość osób zostaje w domach, a ci, którzy zdecydują się wyjść, spotykają się w kawiarniach przy sziszy (młodzi) lub w restauracjach (rodziny). Na głównej ulicy miasta (Salim) zorganizowany był pokaz sztucznych ogni. Spacerowały tam setki osób, które – jak się dowiedziałem – przyjechały głownie z prowincji. A Irakijczycy wcale nie mają dnia wolnego w Nowy Rok. W ostatnim czasie ilość świąt została mocno ograniczona, a weekend to tylko 1 dzień wolny. W wielkim skrócie: na szczególne szaleństwa nie ma co liczyć. Zresztą radzono mi (zresztą słusznie), żeby nie brać udziału w ulicznych obchodach świętach. Nie wiem więc, czy strzelały korki od szampanów, ale nie podejrzewam ,że takie praktyki miały miejsce w Iraku.

Slemani, bo po tak nazwą znane jest też miasto, jest bardzo przyjemnym miastem, znacznie ciekawszym niż wspomniany wcześniej Irbil. Bardziej wyluzowanym i kosmopolitycznym, z życiem toczącym się do późnych godzin nocnych wokół Wielkiego Meczetu (można go rozpoznać po ogromnej turkusowej kopule) i przylegającego do niego bazaru. As-Sulejmanija ma też zadbane parki i przyjemniejsze hotele. Większość turystów zatrzymuje się w bardzo międzynarodowym Hotelu Dolphin, ale ja znacznie bardziej polecam Khan Saray. Do Delfina zaprosił mnie jego właściciel, którego jednak nie udało mi się poznać osobiście. Część pokoi w tym miejscu to pokoje wieloosobowe (typu hostel).

Tak jak w innych miastach Kurdystanu, miejscowi uwielbiają spędzać czas w centrach handlowych. A ja uwielbiam ich kawiarnię – do moich ulubionych należą: Dżamal Erfan przy ulicy Salim i całe mnóstwo małych lokali przy ulicy Golan.



Amna Suraka jest miejscem niepokojącym i przerażającym. A mimo to, trzeba tu przyjść odwiedzając  As-Sulejmaniję. W tym miejscu byli więzieni, torturowani i mordowani Irakijczycy, Syryjczycy, a przede wszystkim Kurdowie. Całością sterował reżim Saddama Husajna, który dążył to eksterminacji Kurdów na ziemiach irackich. Amna Suraka była jego bazą militarną w północnym Iraku. Główny budynek został zbudowany z czerwonych i brązowych cegieł, do czego nawiązuje nazwa obiektu, która w kurdyjskim oznacza dosłownie „Czerwony Kompleks Bezpieczeństwa”.

W 1991 roku podczas wojny w Zatoce Perskiej peszmergowie, czyli kurdyjscy żołnierze, włamali się do więzienia i wyzwolili więźniów. Po tych wydarzeniach, początkowo budynek Amna Suraka stał nieużywany, ale zamiast zburzyć, Kurdowie przekształcili go w muzeum, tak by mieszkańcy i (nieliczni) odwiedzający zobaczyli miejsce, w którym reżim Husajna katował ludzi.

Po wejściu do środka (wstęp bezpłatny), zwiedzającemu przydzielony jest przewodnik, który bardzo pobieżnie tłumaczy, co zawiera każda z sali. Zabrania filmowania; robienie zdjęć jest jednak dozwolone. W pierwszej kolejności trafiamy do mieniącego się na złoto pomieszczenia. Jest to tzw. „sala luster”. Jej ściany wyłożone są małymi odłamami luster o różnych kształtach. Każdy fragment reprezentuje jedną osobę, która została zabita przez reżim Saddama Husajna (wydaje mi się, że chodzi o łączną liczbę ofiar, a nie tylko zabitych więźniów). W kolejnych pomieszczeniach znajdują się ekspozycje z tradycyjnymi kurdyjskimi strojami i wystrojem wnętrz. W końcu przechodzimy do pomieszczeń o drastycznym charakterze: komór i celi więziennych, w których – z użyciem manekinów – zainscenizowano sceny tortur. Czerwone światło potęguje atmosferę grozy. Tuż przy wyjściu znajduje się galeria zdjęć dokumentujących migrację Kurdów w czasie Wojny w Zatoce Perskiej. Na szczęście jednak nie wszystko w Iraku kojarzy się z wojną.

 

Halabdża

Halabdża to ostatnia większa miejscowość przy granicy iracko-irańskiej na wschód od As-Sulajmanijji. Większość osób zatrzymuje się tu w drodze do Iranu lub odwiedza miejsca upamiętniające przerażające wydarzenie sprzed 30 lat.

Rankiem 16 marca 1988 r. irackie samoloty uderzyły w kurdyjskie miasto Halabdża atakując gazem musztardowym atakującym układ oddechowy i śmiercionośnym sarinem paraliżującym nerwy. Ostatnio o tej metodzie zabijania było głośno w przypadku ataku gazowego na przedmieściach Damaszku Ghouta w 2013 r.

Około 5 tysięcy Kurdów – głównie kobiet i dzieci – zmarło jeszcze tego samego dnia, a 12 tysięcy straciło życie w kolejnych dniach.  Atak nastąpił po dwóch dniach konwencjonalnych ataków wojsk stacjonujących w pobliskich gór. Ostrzeliwanie miasta skłoniło miejscowość ludność do ucieczki do piwnic i schronów. W miejscu, gdzie nie było swobodnego dopływu powietrza, ofiary stawały się bezbronne i szczególnie podatne na działanie chemicznych koktajli. Na koniec nastąpiło konwencjonalne bombardowanie, które pozwoliło na zniszczenia dowodów zbrodni. Mówiło się, że w ten sposób Saddam Husajn mści się na mieszkańcach Halabdży, która postrzegana była jako ważny ośrodek kurdyjskiego ruchu oporu w walce o autonomię.

Niektórzy mieszkańcy przeżyli, zasłaniając twarze wilgotnymi ściereczkami i uciekając w góry wokół Halabdży. Większość rannych została przewieziona zostało do szpitali w stolicy Iranu – Teheranie. Poszkodowani, którym udało się przeżyć atak, skarżyli się trudności w oddychaniu i obserwowano u nich zmiany skórne. To klasyczne objawy zatrucia gazem musztardowym. U tych, którzy uniknęli śmierci, wkrótce rozwinęły się choroby atakujące płuca i wzrok. Do dziś, wiele osób skarży się na problemy zdrowotne związane z rodzajem użytej broni, a dzieci z upośledzeniami rodzą się tu znacznie częściej niż w innych częściach Iraku.

Wydarzenia w Halabdży udokumentowali irańscy fotoreporterzy – dziś ich zdjęcia, obok i innych archiwaliów i scen ataku zaaranżowanych z użyciem figur woskowych, można oglądać w muzeum poświęconym atakowi.  Przed budynkiem znajduje się rzeźba przedstawiająca mężczyznę zasłaniającego swoim ciałem kobietę. Rzeźba jest symbolem miasta rozpoznawalnym na terenie całego irackiego Kurdystanu.

Zastępca Saddama Husajna – Ali Hasan al-Madżid, który jest oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości w kampanii przeciwko Kurdom w latach 80-tych, zyskał przydomek „Chemiczny Ali”

Samo miasto wydaje się nieco senne i leniwe. Niska zabudowa i monotonny wygląd każdej ulicy tylko potwierdzają to, co mówią mi jego młodzi mieszkańcy, których spotkałem w Halabdży. Internet jest jedyną ich formą rozrywki póki na dobre stąd nie wyjadą. Póki co namiastką lepszego życia jest kontakt z gośćmi, których poznają przez Couchsurfing. Znacznie ciekawsza jest okolica – piękne pasma górskie i malutkie wioski zbudowane na zboczach górskich w regionie Hawraman. Ta, która odwiedziłem, była miejscem pielgrzymek i centrum studiów nad Koranem.

PROŚBA O KOMENTARZ!

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz go uzupełnić o swoją wiedzę? Chcesz o coś zapytać? Pamiętaj o dodaniu komentarza poniżej! DZIĘKUJĘ!