Lahaur – co zobaczyć i czego się spodziewać?

2 Komentarze |

Lahaur – dlaczego warto tam jechać?

Jest takie miejsce, które w Pakistanie odwiedzają wszyscy. Nawet jeśli ktoś lubi tylko jeziora i góry, a miasta omija szerokim łukiem, na pewno w swoim planie podróży do Pakistanu uwzględni Lahaur.  Zwane również z angielska – Lahore, miasto uznawane jest za kulturalną stolicę kraju. Obok wspaniałych zabytków z czasów Wielkich Mogołów, powodem, dla którego przybywa wielu podróżnych jest bliskość z Indiami. Zaledwie 30 km od miasta znajduje się słynne przejście graniczne o nazwie Wagah – Attari. Nawet jeśli – tak jak ja – ktoś nie przekracza granicy, i tak powinien się tam wybrać. Dlaczego? Ze względu na odbywającą się na granicy codzienną ceremonię obniżenia flag i otwarcia bram między zwaśnionymi krajami.

Lahaur – co zobaczyć?

W Lahaur nie sposób ominąć majestatycznego fortu i sąsiadującego z nim bajkowego meczetu Cesarskiego, po którego terenie można by spacerować godzinami. Lahaur jest dobrze rozplanowanym miastem z wieloma parkami, w szczególności przestronnym Iqbal, którego elementem charakterystycznym jest budynek przypominający Wieżę Eiffela wyrastającą z… donicy. Ciężko też oprzeć się czarowi otoczonego murami Starego Miasta, do którego wchodzi się przez jedną z bram miejskich. Najsłynniejsza z nich, nazwana od stolicy Indii – Delhi, znajdująca się tuż przy bardzo pomocnym punkcie informacji turystycznej, prowadzi do dwóch wielkich atrakcji. Są to odrestaurowane dawne łaźnie i niesamowity meczet Badshahi. Nie każdy wie, że Lahaur to centrum Lollywood – pakistańskiego zagłębia filmowego. Stare Miasto ukryte za wiekowymi murami to idealna sceneria filmów, także takich kręconych własną kamerą.

W nowej części miasta warto wstąpić do Muzeum Lahore z buddyjskimi zabytkami, a następnie udać się na spacer wzdłuż Mall Road. Tam zobaczymy dostojne budynki przypominające o czasach kolonialnych. Wieczorem warto wrócić w okolice fortu. Życie ożywa na pobliskiej Food Street, która – jak nazwa wskazuje – pełna jest restauracji i barów. Ja odbyłem jeszcze krótką wycieczkę po dzielnicy “czerwonych latarni”, ale to mogę polecić osobom o stalowych nerwach i tylko w towarzystwie znajomych Pakistańczyków.

Jak przystało na duże centrum turystyczne,  w Lahaur – jako jedynym z nielicznych miejsc w Pakistanie – zdarzają się nieuczciwi właściciele hoteli oraz nieustępliwi taksówkarze i rikszarze. Niemniej jednak, miasto uważam za najpiękniejsze spośród tych, które udało mi się w Pakistanie odwiedzić. Obejrzyjcie zresztą zdjęcia, które mówią więcej niż najbardziej rozbudowany tekst blogowy.

Fort Lahaur

Fort Lahaur to ogromny kompleks budynków. Jest to w zasadzie skansen – muzeum, na które składa się kilkanaście dawnych kwater. To tutaj Wielcy Mogołowie (islamscy władcy północnych Indii w okresie od XVI do XIX wieku), a następnie Sikhowie (wyznawcy hinduizmu), budowali swoje kwatery cesarskie. Pierwszy gliniany fort powstał 1000 lat temu, jednak budynki, które oglądać można aktualnie, liczą sobie 500 lat. Ze względu na wartość historyczną, obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Opłata wejściowa na teren fortu dla nie-Pakistańczyków wynosi 500 rupii (co najmniej 10 razy więcej niż bilety dla Pakistańczyków). Przed wejście na teren fortu do zwiedzania nagabują przewodnicy. Na szczęście są tylko tylko trochę uparci, ale warto rozważyć ich usługi. Dlaczego? Gdyż doskonale znają historię poszczególnych miejsc (niestety nie znam ceny takiej usługi). Na spacer po całym kompleksie trzeba przeznaczyć co najmniej 1h, a jeśli doliczymy czas spędzony na pozowaniu do zdjęć z Pakistańczykami – o godzinę dłużej. Z fortu rozpościera się świetny widok na park Iqbal.

Tuż obok fortu znajduje się Perłowy Meczet (Moti Masjid). Niestety podczas mojego pobytu był poddawany renowacji i zamknięty dla zwiedzających.

Cesarski Meczet – symbol miasta Lahaur i całego Pakistanu

Cesarski Meczet (Badshahi Masjid) może kojarzyć się Tadź Mahalem. Powstał on – jak jego bardziej znany starszy brat – za czasów panowania wspomnianych już Wielkich Mogołów. Przez stulecia był to największy meczetem świata. Dziś jest najbardziej rozpoznawalnym symbolem Pakistanu. Budynek z czerwonego piaskowca widnieje na okładkach przewodników i albumów krajoznawczych. W ambasadzie w Pakistanie w Warszawie ściany poczekalni zdobią zdjęcia K2 i właśnie Cesarskiego Meczetu. Choć wejście na jego olbrzymi teren jest bezpłatne, trzeba zapłacić za przechowanie butów (można też schować je do plecaka). Meczet i przylegające do niego arkady pozwalają na przejście całego ogromnego placu pod zadaszeniem (co może mieć znaczenie w przypadku upałów).

Meczet  zamykany jest tuż przed zachodem słońca – ale nawet wtedy – za niewielką łapówką – można tam się dostać. Jednak strażnicy nie są już tak do tego skłonni jak w przeszłości, gdyż przy bramie zainstalowano kamery. Piękne kopuły, wielkie bramy, kunsztowne zdobienia inspirowane sztuką islamską i tysiące pielgrzymów ubranych w tradycyjne stroje czynią scenerię tego miejsca niesamowite. Dzięki nim można poczuć się tutaj w jak w egzotycznej baśni.

Lahaur, czyli miasto za murami

Stare miasto w Lahaur to plątanina wąskich alejek. Jak to w muzułmańskich świecie, miejsce wypełniają tysiące kramików i stoisk. Przeciskanie się pomiędzy handlarzami, kupującymi i tragarzami z wózkami to nie lada wyzwanie. Ta część miasta ogrodzona była wysokimi na 9 metrów murami, do której w przeszłości prowadziło 13 bram. Do dziś pozostało tylko kilka z nich, w tym najważniejsza – Delhi Gate (skierowana – jak nazwa wskazuje – w stronę indyjskiej stolicy).

Tuż przy mniej znajduje się jedno z najważniejszych miejsc, które trzeba zobaczyć w Lahaur. Przypomina ono mauzolea z Uzbekistanu czy Iranu. Nazwa meczetu ze zdjęcia poniżej pochodzi od Wazana Khana. Był to cesarski lekarz, a później zarządca całego Pandżabu. Do niedawna meczet był centrum nauki kaligrafii, a dziś kręci się tu… filmy.

Będąc w okolicy odwiedziłem także znajdujące się po sąsiedzku cesarskie łaźnie – dzisiaj sterylnie odrestaurowane nie pełnią dawnej funkcji, ale można je za to zwiedzić bez ryzyka zamoczenia ubrania.

Buddyjskie skarby Muzeum Lahore

To na pewno najlepsze muzeum w Pakistanie i być może jedno z najciekawszych na całym subkontynencie indyjskim. Muzeum Lahore  (wstęp: 400 rupii + 25 rupii za wniesienie aparatu fotograficznego) mieści się w zabytkowym budynku z różowej cegły zbudowanym z okazji złotego jubileuszu angielskiej królowej Wiktorii w 1894 roku. Część kolekcji po uzyskaniu przez Pakistan niepodległości trafiła od Indii,  a i tak to, co jest tu pokazywane robi niesamowite wrażenie. Nawet na tych, którzy z muzeami szczególnie nie przepadają. Najbardziej wartościowe eksponaty to zabytki kultury buddyjskiej, w tym statuetki i obrazy. Jednym z pierwszych kuratorów muzeum był John Lockwood Kipling, ojciec słynnego brytyjskiego pisarza Rudyarda Kiplinga.

Przez żołądek do serca

Mieszkańcy Lahaur są jednymi z najbardziej wymagających gości restauracyjnych, jakich widziałem. Będą dopytywać, negocjować, analizować, a na koniec i tak pójdą jeść w zupełnie inne miejsce. Nic dziwnego, że właściciele knajp konkurują między sobą „na noże”. Jakości serwowanych dań w restauracjach przy Street Food w większości przypadków ciężko będzie coś zarzucić. Gowal Mandi (bo tak naprawdę nazywa się ta ulica) w Lahaur jest królową miejsc z daniami kuchni pandżabskiej (i na dobrą sprawę – także kuchni międzynarodowej, ale chyba nie po to jedzie się do Pakistanu, żeby jeść to, co na co dzień?). Cena kolacji w restauracji niekoniecznie jest skorelowana z najlepszym smakiem, ale te droższe miejsca to na pewno atrakcyjniejszą przestrzeń i dania o wyższej jakości.

Moim zdaniem, najlepsze miejsca to cóż… te mniej  higieniczne miejscówki! Na pewno zjemy tu jednak tak, jak robią to zwykle Pakistańczycy. I w tym największy urok.  Można w nich się stołować, ale trzeba pamiętać o pewnych zasadach, o których pisałem w tym artykule. Ciekawostka: słynna Gowal Mandi to dawna dzielnica “czerwonych latarni”. Dzisiaj prostytucja kwitnie kilka przecznic dalej, ale wycieczka tak, to propozycja jedynie dla osób naprawdę ciekawskich i odważnych. Stojące w drzwiach wejściowych i przesiadujące w oknach prostytutki bywają niezwykle agresywne.

Ceremonia obniżania flag Wagah – Attari

Codziennie, każdego dnia roku bez wyjątku, tuż przed zachodem słońca. To właśnie wtedy na przejściu granicznym Wagah – Attari między Pakistanem, a Indiami odbywa się ceremonia opuszczania flag. Uroczystość  jest popularną atrakcją turystyczną, na którą ściągają wycieczkowicze zarówno z Pakistanu, jak i Indii.

Oczywiście, każdy kraj ma swoje oddzielne trybuny, nieco inny program i swoich własnych cheerleaderów. Po stronie pakistańskiej, wymachując pakistańską flagą, do kibicowania zachęcał tancerz… bez nogi. Towarzyszył mu młody chłopak, który wykonywał coś w stylu breakdance przy akompaniamencie znanych pakistańskich piosenek, zwykle o wydźwięku patriotycznym. Ich charakter można łatwo wywnioskować wsłuchując się z teksy piosenek, w których przewija się słowo: Pakistan, Pakistan, Pakistan. Po obu stronach bramy rozbrzmiewa inna muzyka – jak na moje ucho i oko, ceremonia po indyjskiej stronie jest bardziej energetyczna i gromadzi więcej osób.

Po trybunach areny krążą strażnicy i inni porządkowi strofujący widzów, który siedzą w niewłaściwym miejscu, albo stoją, zasłaniając widok innym. Kiedy tłum jest już gotowy na właściwą ceremonię, na arenę wychodzą strażnicy w dostojnych strojach z zabawnymi nakryciami głowy, którzy z groźnymi minami wykonują nieco komiczne marsze w stronę bramy granicznej i z powrotem. Strażnicy Pakistanu i Indii pozdrawiają się nawzajem i zaczynają opuszczać flagi. Następnie brama zostaje zamknięta – tym samym przejście między oboma krajami zostaje symbolicznie zamknięte. Na koniec ceremonii rozlega się dźwięk trąby zwiastującej finał zabawy. To czas na zdjęcia ze strażnikami, którzy chętnie pozują do zdjęć.

Ceremonia obniżania flag Wagah – Attari – informacje praktyczne

Jak dotrzeć do Wagah z Lahaur?
Wagah to wioska położona w odległości 29 km od Lahaur (i 27 km od miasta Amritsar w Indiach). Jeśli nie udało nam się namówić nikogo, żeby nas tam podwiózł, najtańszym sposobem będzie wynajęcie rikszy. Osobiście jechałem spod bramy Delhi ze Starego Miasta. Przejazd w jedną stronę nie powinien przekroczyć kwoty 30-40 zł. Jednak trzeba mocno się targować, bo nie każdy będzie chętny jechać tyle kilometrów. Na podróż w jedną stronę powinniśmy przeznaczyć co najmniej 1 godzinę.
W piątki, soboty i niedziele można skorzystać z przejazdów czerwonym autobusem hop-on hop-off (swoją drogą takie autobusy mogą znacząco ułatwić zwiedzanie samego Lahaur; wszystkie informacje o trasach mozna znaleźć na stronie internetowej – sam nie korzystałem, więc nie mogę podzielić się doświadczeniami).

Co zabrać na paradę graniczną w Wagah?
Bez względu na parę roku – wodę, a latem – ochronę przed słońcem: czapkę, kapelusz i okulary przeciwsłoneczne. Obowiązkowy oczywiście jest aparat fotograficzny. Telefony są także dozwolone, ale sieć komórkowa jest zablokowana. Na trybunach sprzedaje się flagi pakistańskie, przekąski i napoje. Aby wejść na teren areny, potrzebny będzie paszport z ważną wizą. Żołnierze sprawdzają je na jednym z checkpointów. Dodatkowo przechodzimy też przez bramki wykrywające metale.

 

Ceremonia obniżania flag Wagah – Attari – informacje praktyczne

Czego nie możesz zabrać na ceremonię graniczną w Wagah?
Torby, ani plecaka. Zakazane jest wnoszenie papierosów, zapalniczek, ani niczego, co mogłoby być użyte jako broń.

Ile kosztuje bilet wstępu?
Nic. Wejście na trybuny jest bezpłatny.
Przy odrobinie szczęścia, strażnik może wskazać nam miejsca VIP (ale raczej w przypadku, gdy przyjechaliśmy sami, a nie w towarzystwie pakistańskich znajomych).
W weekendy (sobota i niedziela) po obu stronach gromadzą się wielkie tłumy. Niewielkie rozmiary areny i trybun sprawiają, że nie wszyscy mogą wejść na jego teren. Miejsca są przydzielane na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”.

Oznacza to, że najpóźniej trzeba przybyć tutaj o godz. 14:30 zimą i o godz. 15:00 latem. Sama ceremonia rozpoczyna się latem o 17:15, a zimą o 16:15. Kończy się wraz z zachodem słońca.
Osoby, które z powodu braku miejsca, nie mogą wejść na arenę, mogą ceremonię oglądać na ekranie umieszczonym poza terenem uroczystości. Ale nie po to chyba jechaliście tyle kilometrów?

Na koniec przestroga: uwaga na kieszonkowców!

2 komentarze

  1. Justyna

    Ładnie tam ale chyba jednak bym się trochę bała ;(

    Odpowiedz
    • MAdzik

      Bardzo pięknie napisane, piękne fotografie. Cudowne miasto.

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Masa Perłowa to blog i kanał YouTube o podróżach do miejsc mniej popularnych, ale niezwykle ciekawych